Marcy i zagadka Sfinksa

Twój ojciec był wystarczająco nierozsądny, by wejść do Sfinksa, mając nadzieję, że znajdzie moją księgę. Wygląda na to, że chciał pomóc ci przezwyciężyć strach przed ciemnością. Bo każdy, kto wejdzie w posiadanie mojej księgi, zrozumie wszystkie tajemnice świata.

Dziecięce lęki często wydają się dorosłym błahe. Wręcz dziwią się im i starają się tłumaczyć swoim pociechom, że to przecież nic takiego. Bagatelizują odczucia dzieci. Tymczasem dorośli także zmagają się swoimi lękami, ale te akurat uznają za poważne i dlatego je akceptują. A przecież wszystko zależy od życiowego doświadczenia, wieku i sytuacji. Każdy lęk jest ważny i poważny dla osoby, która go odczuwa.

Marcy boi się ciemności. Boi się też przygód i obawia się, że nie zasługuje na miano prawdziwej Brownstonki. Dlaczego? Ponieważ jej rodzice to znani poszukiwacze, odkrywcy, podróżnicy, których życia naznaczone są wieloma przygodami. Ojcem Marcy jest Artur i… tutaj się zatrzymamy.

„Marcy i zagadka Sfinksa” to kontynuacja komiksu „Artur i złoty sznur”. Jeśli nie znacie pierwszej – nie ma obaw, znajdziecie tutaj wystarczające nawiązanie i przedstawienie bohaterów i nie przeszkodzi Wam to w pełnym zrozumieniu przygód Marcy. Zachęcam jednak do zapoznania się z Arturem i jego niezwykłą wyprawą, bo to wspaniała uczta dla wielbicieli komiksów. Pisałam o nim tutaj.

W tej części Artur jest już starym i doświadczonym człowiekiem, który martwi się, że córeczka nie wykazuje wystarczającej odwagi, by podążyć tą samą drogą, co cały ich ród. Na początku komiksu mamy ogromny natłok emocji. Marcy boi się ciemności, nocy, nieznanego, nie chce wejść do jaskini, wszystko wokół napawa ją lękiem. Artur zaś jest rozczarowany, zmartwiony, zraniony. Młodzi czytelnicy pewnie nie zwrócą na to uwagi, ale według mnie Artur sam zachowuje się jak dziecko. To niesłychanie smutne, kiedy rodzic okazuje rozczarowanie swoim dzieckiem, gdy przelewa na malucha swoje ambicje i nie potrafi się pogodzić z tym, że dziecko jest odrębną jednostką. Być może ten efekt nie był zamierzony i chodzi o dobór słów, jednak czuję niesmak, że Artur okazał się takim niewyrozumiałym rodzicem. Szczególnie, że pewnego dnia znika, a Marcy zostaje z uczuciem niezrozumienia, smutku, strachu.

Tęsknota Marcy i obawa, że ojciec już nie wróci, sprawiają, że dziewczynka zaczyna szukać rozwiązania. Tak trafia do biura Artura i odkrywa, że miał on w planach wyprawę do Egiptu. Marcy rozpoczyna swoją przygodę i rusza śladami ojca, by rozwiązać zagadkę Sfinksa i zdobyć starą księgę boga wiedzy i księżyca.

Od tego momentu akcja nabiera tempa i nie zatrzymuje się ani na chwilę. Z jednego działania wpadamy w następne. Jeden etap podróży przeplata się z kolejnym. Marcy spotyka na swojej drodze niezwykłe postaci, rozwiązuje kolejne zagadki i odwiedza niesamowite miejsca. Choć jest malutką dziewczynką, to jej determinacja i dobre serce pomagają jej przezwyciężać wiele przeciwności losu.

Mogłabym Wam więcej opowiedzieć o tym, co Marcy spotka na swojej drodze, ale naprawdę nie chcę Wam psuć tej przygody. Gwarantuję Wam, że nie ma nudy i jeżeli Wasze dzieci lubią zatopić się w przygodach, nawet tych najbardziej nieprawdopodobnych, to będzie to dla nich strzał w dziesiątkę. Przy okazji będą miały okazję poznać elementy mitologii egipskiej, co może zapoczątkować nową pasję lub choćby chęć dalszego zgłębiania tematu.

Artur rehabilituje się w moich oczach jako rodzic w dalszej części tej historii. Okazuje się, że wyruszył na spotkanie Sfinksa i innych niebezpieczeństw, by pomoc córeczce. Podążył szlakiem egipskich tajemnic, by umożliwić Marcy pokonanie jej lęków. Wybrał drogę, która była mu bliska i która prowadziła go przez całe jego życie: drogę przygody. Scenę z jego nagłym zniknięciem z domu rozwiązałabym inaczej, by nie wzbudzać traumy w biednej dziewczynce, jednak wyjaśnienie jego motywacji wystarczająco mnie przekonuje.

Warstwa wizualna tego komiksu (tak jak i poprzedniej części) jest porywająca. Bardzo żywe barwy silnie przykuwają uwagę. Kadry doskonale oddają dynamikę wydarzeń. To jednak co mnie i Sebastiana najbardziej ujmuje to duże ilustracje pełne drobnych elementów oraz mapy, plany i te obrazy, które oddają przebieg danego zdarzenia (na przykład wędrówka Marcy po wnętrzu węża). Wszystko to razem powoduje, że czujesz przemożną potrzebę, by powrócić do tego komiksu. Pierwsze czytanie tak wciąga, że czytasz i biegniesz do przodu razem z bohaterką. Pozostajesz w napięciu, bo chcesz wiedzieć, co się stanie, jak potoczą się jej losy i jaki będzie finał. Ale przy kolejnym czytaniu (i następnym, i następnym…) zatrzymujesz się, by podziwiać wszystkie szczegóły. Zaglądasz do tego świata, przyglądasz się mu i zachwycasz.

Marcy ostatecznie odkrywa w sobie ciekawość świata, chęć poznawania nowych rzeczy. Rozumie, że pomimo wielu przeciwności losu może znaleźć siłę, która pomoże jej pokonywać trudności. To przepiękne przesłanie płynie z tej historii do wszystkich czytelników. Podkreśla, że wszystkie nasze obawy są normalne i być może pozostają z nami na dłużej, ale to nie znaczy, że muszą nas paraliżować. Mamy w sobie siłę, by stawiać im czoła i próbować małymi krokami brać od życia więcej.

Joe Todd Stanton, „Kolekcja mitów profesora Brownstone’a: Marcy i zagadka Sfinksa”, Wydawnictwo Kultura Gniewu – Krótkie gatki, Warszawa 2020.

Dodaj komentarz