– Antoni? To ty tak pięknie grasz? Nie spodziewałam się tego po tobie! – przyznaje myszka.
– A co? Że niby miś nie może być delikatny? – pyta Antoni.
To jak postrzegają nas inni, nie zawsze jest zgodne z tym, jak się czujemy i jacy jesteśmy naprawdę. Ludzie często oceniają innych po wyglądzie, kierują się stereotypami lub uprzedzeniami. Nie zawsze jest to jednak sytuacja beznadziejna. Czasem wystarczy odrobina dobrej woli i cierpliwość, by pokazać innym, że się mylą. By udowodnić im, że nie ocenia się książki po okładce.
Miś Antoni nie ma najlepszego dnia. Przygotowuje niespodziankę na jesienny koncert, ale jego przyjaciele uważają, że zajmuje się nieistotnymi sprawami, podczas gdy wszyscy uwijają się przy sprzątaniu. Chwilę potem Antoni, jako jedyny, nie może wejść do tajemniczego pokoju. Po prostu nie mieści się w przejściu. Te wydarzenia powodują, że czuje się odrzucony i niezrozumiany.
W tym samy czasie jego przyjaciele eksplorują niezwykłe miejsce – podziemny pokój, w którym kryje się system korzeniowy całego drzewa. Jednak przez zbieg okoliczności zostają tam uwięzieni, a kolejne wydarzenia sprawiają, że leśni przyjaciele zaczynają inaczej spostrzegać pozostałych mieszkańców.




Być może brzmi to wszystko zbyt tajemniczo, ale nie chcę Wam opisywać akcji krok po kroku. Poznacie ją sami. Chcę tylko zaznaczyć, że splot wydarzeń prowadzi do tego, że zwierzęta zaczynają rozumieć, że niesłusznie oceniały innych po wyglądzie. Przypisywały im cechy, które według nich wiązały się z byciem małym lub dużym. A przecież nasz wygląd nas nie definiuje. Jednak, by się dowiedzieć, jaki ktoś naprawdę jest, trzeba mu dać szansę na to, by się otworzył i pokazał siebie, a nie zakładać, że wiemy o nim wszystko, tylko na podstawie naszych przekonań.
Książka napisana jest w dość surowy sposób. Nie ma tutaj wielu opisów. Zastosowano czas teraźniejszy przez co ma się trochę wrażenie, że opowieść jest szybka i bez emocji. Ale to nie jest zarzut. Historia jest ciekawa, a autorka przekazała w niej bardzo ważną myśl. Szczególnie podoba mi się to, że ten główny morał jest przedstawiony kilkukrotnie na różnych przykładach (drzewa, ptaszków, misia Antoniego, myszki Polci), co powoduje, że ta najważniejsza myśl pozostanie z dzieckiem na dłużej. I świadczy to też o tym, że historia została dobrze przemyślana i zaplanowana.
Dla nas było to pierwsze spotkanie z Edziem. I w sumie nie było zbyt wielkie, bo samego Edzia, który jest tytułowym bohaterem, nie ma tutaj wiele. Ważniejsi są inni. Być może jest tak też w innych częściach. Ostatecznie nie ma to jednak znaczenia. Historia jest interesująca, bohaterowie różnorodni, więc czyta się to bardzo przyjemnie.





Spotykamy się tu z tematem, który będzie dzieciom towarzyszył przez całe życie. Raz to one będą się czuły niezrozumiane, a innym razem same wydadzą o kimś pochopną opinię. Nie znaczy to wcale, że będą miały złe intencje. Żyjemy w świecie, który uwielbia oceniać i trzeba przyznać, że przychodzi nam to bardzo łatwo. Ale można, a nawet trzeba, z tym walczyć. Trzeba dawać ludziom czas i szanse, bo mogli pokazać siebie. Taki czas i takie szanse, jakie sami chcielibyśmy dostawać, by dać się innym poznać. Ta książką będzie idealnym początkiem rozmów na ten temat.
Prosta historia, ważny temat, tajemnicze miejsca, niebanalni bohaterowie. To wszystko razem tworzy bardzo interesującą propozycję do wspólnego czytania i ciekawych rozmów.
Astrid Desbordes, „Edzio i przyjaciele. Edzio i tajemniczy pokój”, ilustracje Marc Boutavant, Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa 2021.
1 komentarz