Bywa, że czuję się niedobry. A zarazem dobry. Taki niesforny. Trochę mi się miesza.
Ale nie poddaje się. Wciąż próbuję od nowa. Myślę, że nie jestem taki znowu zły.
Mówimy dzieciom, że nieładnie jest przezywać innych, tymczasem sami robimy to bardzo często. Niegrzeczny, łobuziak, rozrabiaka, zawadiaka – etykietki to też przezwiska. W dodatku wypowiadane na głos. Nie tylko powodują, że inni natychmiast zaczynają je powtarzać, ale też ranią tych, którym się je przylepia. Są krzywdzące, tym bardziej, że mało kto zawraca sobie głowę poznaniem przyczyn zachowania dziecka. Łatwo oceniać, dużo trudniej dojść do źródła problemu i pomóc.
Niesforne Ziarenko samo tak o sobie mówi. Czy to oznacza, że jest z tym pogodzone? Czy mu to pasuje? Takie właśnie odnośni się wrażenie, gdy Ziarenko opowiada, dlaczego przylgnęła do niego ta łatka. Wydaje się, że jest wręcz dumne z tego, że łamie wszystkie reguły i jak zapracowało sobie na miano „niesfornego”. Jednak to tylko pozory. Niesforne Ziarenko ma swoją historię. Ma przeżycia, które doprowadziły, go do takiego etapu w życiu. Nic nie dzieje się bez przyczyny.



Choć książka nie jest długa, to przechodzimy z bohaterem przez wiele emocji. Na początku wszyscy wytykają go palcem i nazywają „niesfornym”, ale od razu dostajemy od Ziarenka informację, że ono to słyszy. I już tu zastanawiamy się, jak to na niego wpływa. Z czasem dowiadujemy się, co doprowadziło Ziarenko do takiego stanu. Co wydarzyło się w jego życiu, że wybrał taki sposób zachowania. Okazuje się, że pewne decyzje podyktowane są silnymi i przykrymi przeżyciami i jest to próba poradzenia sobie z nową sytuacją.
Co dalej? Czy Ziarenko tylko tłumaczy swoje zachowania i traktuje to jak dobrą wymówkę do nieodpowiednich zachowań? Nie. Ta książka to historia o zmianach i drugiej szansie. Ziarenko czuje, że nadszedł czas, by spróbować o siebie zawalczyć i zaczyna działać. Małymi kroczkami, ale do przodu. Ma różne potknięcia, ale się nie poddaje. I ma nadzieję, że inni to zrozumieją i będą go w tym wspierać. Oznacza to także, że przestaną go wytykać palcami, przestaną nazywać „niesfornym”, zauważą i docenią jego starania. Dadzą drugą szansę. A jeśli będzie trzeba to również trzecią i czwartą.



Przyznaję, że Tymek nie od razu załapał przekaż tej książki. Spodobała mu się, ale z innych powodów. Jest zabawnie napisana, ma bardzo wesołe ilustracje i sama postać Ziarenka chwyciła Tymka za serce. Ale po każdym czytaniu (od razu było ich wiele) omawialiśmy temat, rozmawialiśmy, tłumaczyliśmy i teraz Tymek lepiej rozumie tę historię. Zaznaczam więc, że pomimo tego, że książka wydaje się lekka, to naprawdę warto się w nią z dzieckiem zagłębić, by wyciągnąć z niej to ukryte przesłanie. Szczególnie, że jest to temat bardzo bliski wszystkich dzieciom i na pewno niejednokrotnie się z nim w swoim życiu spotkają.
Gdy sięgałam po tę książkę spodziewałam się zupełnie innej historii. Zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie i uznaję ją za jedną z tych pozycji, które w lekki sposób mówią o bardzo ważnych sprawach, czyli w najlepszej dla dzieci kombinacji. Wiem, że sięgniemy po kolejne tytuły z tej serii, bo w Ziarenku jesteśmy zakochani.
Jory John, „Niesforne Ziarenko”, ilustracje Pete Oswald, Harperkids, Warszawa 2023.