Co to jest szkoła?

W szkole wszystko się łączy i przeplata, żebyś nauczył się żyć w zgodzie z samym sobą i całym światem.

Jaka jest Wasza definicja szkoły? Jakie macie z nią skojarzenia? Jak przedstawiacie ją dzieciom? Jak chcecie, by ją widziały? Czy Wasze wyobrażenia i to, co opowiadacie dzieciom jest zgodne z rzeczywistością?

Mnóstwo pytań, które nie mają jednoznacznych odpowiedzi. Każdy człowiek czegoś innego oczekuje od szkoły. Każdy ma z nią inne doświadczenia. Niezmienne jest jednak to, że każdy ją musi przejść. Jednak im gorsze ma wspomnienia, tym trudniej mu przekazać dziecku radość i pozytywne nastawienie przed rozpoczęciem nauki w pierwszej klasie.

Jeśli macie w sobie trudność i nie potraficie wykrzesać z siebie entuzjazmu, kiedy opowiadacie dziecku o szkole, to możecie sięgnąć po książkę, która ułatwi Wam to zadanie. Być może dzięki niej i Wy przychylniej popatrzycie na to, co czeka Wasze dzieci. Może spośród trudnych doświadczeń wyłowicie te, które były radosne.

„Co to jest szkoła?” to poetycka opowieść o tej instytucji. Szkoła jest tu przedstawiona jako miejsce otwarte, wspierające kreatywność, sprzyjające zawieraniu przyjaźni i ceniące różnorodność. I tu niestety pojawia mi się pierwszy zgrzyt. Obawiam się, że u wielu z Was też. Nie takie mam wspomnienia ze szkolnych lat. A przynajmniej nie tylko takie. Dlatego właśnie, jeśli macie podobnie, polecam sięgnąć po tę książkę. Choć przyznaję, że trudno czytać te słowa, kiedy w sercu gnieżdżą się zgoła inne obrazy.

Znajdziecie tu kilka krótkich opisów, które mają przybliżyć dziecku to, z czym się w przyszłości zetknie. Trochę o tym, co to za budynek (ławki, krzesła, przybory, biblioteka, ogródek), trochę o tym, czym będzie się tam zajmował (jakie są lekcje) i kogo tam spotka (nauczycieli, kolegów, przyjaciół). Bardzo doceniam to, że podkreślona jest różnorodność zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Zatem nie wszyscy nauczyciele są tutaj chodzącymi ideałami – jedni są anielsko cierpliwi, drudzy znudzeni, a trzeci krzyczący.

„W dzieciach jest zamknięty cały świat” – to piękne podsumowanie wielu słów o tym, że dzieci różnie wyglądają, różnie się zachowują, ale każde z nich ma swój wewnętrzny świat pełen marzeń, radości i smutków, przyzwyczajeń i myśli. Szkoła jest też przedstawiona jako miejsce, która wspiera właśnie ten indywidualizm każdego ucznia. I to jest dla mnie niestety drugi zgrzyt. Ale po raz kolejny przypominam sobie (i Wam), że ta książką ma nam pomóc zmienić to nastawienie.

Autor pochylił się także nad dorosłymi. Mówi o tym, że kiedy kończą szkołę często zapominają o tej otwartości, której w niej zaznali. Tracą dziecięcą ciekawość świata i innych ludzi. Zaczynają się zachowywać, jakby pozjadali wszystkie rozumy, budują mury, żeby się odgrodzić. Brakuje im chęci do rozwoju, nauki, poznawania kolejnych rzeczy, poszerzania horyzontów. I choć są to bardzo trafne spostrzeżenia, to nie wiem, czy w tej akurat książce są one potrzebne. Czy nie pojawi się u małego czytelnika myśl, że szkoła jest piękna, ale gdy się już ją skończy, to człowiek się zmienia, staje się zgorzkniały i ograniczony?…

Tekst uzupełniają niezwykłe ilustracje. Bohaterami są zwierzęta różnych gatunków, co mocno podkreśla różnorodność społeczeństwa. Szkoła przedstawiona w tekście jako budynek ze ścianami i ławkami, na ilustracjach ma tylko drzwi, okna i wyposażenie wewnętrzne. Daje to wrażenie tej otwartości na świat. Jest tu też dużo metaforycznych elementów, o które młodsze dzieci mogą dopytywać, bo znaczenie może jeszcze nie być dla nich zbyt jasne.

Pierwszy raz przedstawiam Wam książkę, która wzbudza u mnie tak mieszane uczucia. I u moich synów także. Od razu zaznaczam, że ona jest naprawdę piękna. Przedstawia wspaniałą wizję szkoły; bardzo zachęcającą, trochę wzruszającą. Doskonale nadaje się do tego, by czytać ją z dzieckiem, które niebawem zostanie uczniem. Świetnie przedstawia koncepcję… która znacznie rozjeżdża się z rzeczywistością. Może tak wyglądają szkoły we Włoszech (skąd pochodzi oryginał), ale niestety nie w Polsce. Nasz system edukacji jest daleki od tego, co tu przeczytacie. Chyba że potraktujecie to jako marzenie. Lub plan na przyszłość. Wtedy ta książka jest idealna.

Dlaczego moi synowie nie przekonali się do tej pozycji? Dla Tymka to jeszcze za wcześnie. Ma pięć lat, więc trochę przestrzeliłam. Może za rok inaczej do tego podejdzie. Choć język wydaje się tu prosty, to jednak dla pięciolatka koncepcja otwartości szkoły nie jest jeszcze zrozumiała. On ją może czuje, ale w odbiorze słów jest zbyt dosłowny. Bardzo często przystawaliśmy i tłumaczyliśmy niektóre stwierdzenia i przenośnie. Sebastian ma dziesięć lat, więc nawet nie był książką zainteresowany, ale słyszał, jak czytam ją Tymkowi i niestety wyraził potem swoją opinię. Jest uczniem czwartej klasy i swoje zdanie o szkole ma już wyrobione. Odbiega ono mocno o wizji przedstawionej w książce.

Czy zatem polecam tę książkę? Mimo wszystko tak. Traktuję ją jako opis miejsca, w którym naprawdę chciałabym się znaleźć. Jako obraz szkoły, którą wymarzyłam sobie dla swoich synów. Może kiedyś będzie dużo bardziej aktualna w naszym systemie edukacji. Jeśli macie w domu sześciolatka, to naprawdę warto spróbować mu ją przedstawić. Dać mu szansę na to, by szkoła kojarzyła mu się z miejscem, w którym będzie mógł realizować swoje pasje, zdobywać wiedzę i przyjaźnie, będzie czuł się dobrze i będzie akceptowany. Nawet jeśli w przyszłości życie zweryfikuje te oczekiwania, to warto, by przekraczał próg szkoły z przekonaniem, że naprawdę chce tu być. A ta książka na pewno mu w tym pomoże.

Luca Tortolini, „Co to jest szkoła?”, ilustracje Marco Somà, Wydawnictwo Tako, Toruń 2022.

Dodaj komentarz