Leśne przedszkole

– Och, to prawda! – krzyknęła pani Och. – Im lasów jest mniej, tym dzikie zwierzęta mają mniejsze terytoria do zdobywania jedzenia!
Trochę posmutnieliśmy. Przed chwilą przecież wyjedliśmy biednym zwierzakom jagody!

A gdyby tak pójść do lasu? Nie na krótki spacer, ale na cały dzień. A może i kilka? Spacer po lesie jest wspaniały, ale co tam można robić przez cały dzień? Trzeba zapytać dzieci, bo one na pewno by się tam nie nudziły!

Wraz z grupą przedszkolaków zabieram Was na wyprawę do lasu. Nie tylko po to, żeby się przespacerować, ale po to, by tam pobyć. Poznać las, obserwować przyrodę, uczyć się zaradności, współdziałania i survivalu.

W pewnym przedszkolu nauczycielki organizują dzieciom tydzień w lesie. Przedszkolaki codziennie rano wychodzą do pobliskiego lasu, spędzają tam cały dzień i wracają do przedszkola. Każdy dzień jest inny i niesie kolejne ciekawe przygody. Jednego dnia dzieci budują swój obóz, innego tworzą orkiestrę z leśnych darów. Każdy dzień zbliża ich do natury i uczy czegoś nowego.

W pierwszych dniach dzieci głównie działają, ale w kolejnych stają się coraz bardziej uważne. Rozglądają się, pytają, szukają odpowiedzi, doświadczają. To nic, że raz zjedzą te nieumyte borówki prosto z krzaczka, a zwierzętom zostawią okruszki ciasta w zamian za zjedzenie ich zapasów. Jasne, że tak nie powinno być, ale skoro już się wydarzyło, to trzeba z tego wyciągnąć naukę. Tę lekcję na pewno zapamiętają dłużej niż nudny wykład.

Dzieciaki nie spotykają niedźwiedzia, wilka ani lisa. Czy są tym zawiedzione? Ani trochę. Bo one wcale nie potrzebują wielkich wydarzeń. Potrzebują przestrzeni do samodzielnego eksplorowania. Ich odkrycia, które dorosłym mogą się wydać błahe, są dla nich wielkimi wyczynami. Dają radość i poczucie satysfakcji. I mocno zapadają w pamięć.

Tak więc każda odkryta mrówka, każdy usłyszany śpiew ptaka, każda przemykająca myszka czy pająk zwisający na srebrnej nici to dla dzieci wspaniałe odkrycia. Nie oznacza to, że w tym lesie nie ma żadnych zwierząt. Są! Dzieci odnajdują ich ślady, więc wiedzą, że mieszkańcy lasu tu żyją, ale chowają się przed nimi. Ten fakt sprawia, że mogą się zastanowić nad tym, dlaczego tak się dzieje. Skoro widzą wyraźnie znaki działalności zwierząt, to dlaczego nie mają okazji ich zobaczyć?

Nie dajcie się jednak zwieść. Te przedszkolaki to nie tylko pilni uczniowie. To po prostu dzieciaki, które są ciekawe świata, ale jednocześnie są maluchami, których wszędzie pełno, które zapominają o zasadach, mają swoje lęki, swoje humory, swoje przyzwyczajenia i pomysły. Dlatego każde wyjście do lasu jest inne i nieprzewidywalne.

Nauczycielki są z nimi, nadzorują, dbają o bezpieczeństwo, o odpowiednie zachowanie i dbanie o przyrodę, podpowiadają, ale dają im przestrzeń na samodzielnego działania. Nie dają im gotowych odpowiedzi, zachęcają do poszukiwań. Są obok. Nie pozostawiają ich jednak bez niczego. Rozmawiają z nimi, komentują odkrycia dzieci, opowiadają o lesie i przyrodzie na bieżąco, a nie zgodnie z przyjętym scenariuszem. Więc kiedy dzieci stwierdzają, że w lesie jest zielono, to panie zachęcają, by każde z nich opowiedziało, jak ono widzi tę zieleń. A kiedy dzieci pytają, gdzie podziały się zwierzęta, panie proponują, by się rozglądnęły.

Tak naprawdę to zwykła opowieść o przedszkolakach. To nie jest książka przygodowa ani poradnik przyrodniczy. To historia o zwyczajnej grupie dzieci, które odkrywają świat. Przezabawnie opowiedziana przez główną bohaterkę. Dowiadujemy się od niej, co robili w lesie, jak zachowywali się jej koledzy i co wspólnie wymyślili. A trzeba przyznać, że pomysłów im nie brakuje. Są więc tajemne wymiany pokarmu ze zwierzętami, śpiewanie piosenek dla ptaków, łażenie po drzewach i muzeum kupy. Do wyboru, do koloru.

Urocza historia uzupełniona pięknymi i zabawnymi ilustracjami. Podoba mi się także przedstawienie rodziców. Odnajduje w nich nas. Tatę, który panicznie boi się kataru dziecka. Mamę, które nie ogarnia, bo nagle potrzeba ubrań do lasu, a dziecko ze wszystkich wyrosło i trzeba coś kombinować na szybko. Samo życie.

Można dużo pisać o tym, że takie lekcje w lesie to wspaniały pomysł. Zgadzam się z tym, ale nie oszukujmy się – w którym miejskim przedszkolu mamy taką możliwość, żeby codziennie do tego lasu pójść? Nawet z parkiem byłoby trudno. Tak więc koncepcja piękna, ale musimy pamiętać, że książka to jedno, rzeczywistość drugie. Warto jednak choć raz na jakiś czas zabrać przedszkolaki do lasu, bo niektóre z nich pewnie jeszcze nigdy w nim nie były i być może nigdy się ze swoimi rodzicami nie wybiorą.

Bardzo uniwersalna historia, w której znajdziecie humor, trochę ważnych informacji o lesie i ciekawe historie małych odkrywców. Po tej lekturze zapragniecie pójść do lasu i przeżyć w nim kilka przygód.

Stefanie Höfler, „Leśne przedszkole”, ilustracje Claudia Weikert, Wydawnictwo Babaryba, Warszawa 2022.

1 komentarz

Dodaj komentarz