– Wilku… czy ty tu jesteś? – wyszeptała.
Nikt nie odpowiedział.
Lisiczka nie wołała Wilka już dłużej. W głębi serca wiedziała, że Wilk nie wróci już nigdy.
W listopadzie częściej szukamy książek, które poruszają tematy śmierci. Staram się oswoić dzieci z trudnymi przeżyciami, z którymi zetkną się w przyszłości, i w tym okresie wydaje się nam to najbardziej naturalne. Pod warunkiem oczywiście, że nie mieliśmy potrzeby zrobić tego wcześniej w związku z wydarzeniami z życia dziecka. Rozmowy o śmierci są bardzo trudne i żadna książka nie załatwi tej sprawy za nas. Ale na pewno nam w tym pomoże.
Lisiczka i Wilk są przyjaciółmi. Przeżywają razem wspaniałe chwile i zbierają wiele cudownych wspomnień. Bardzo lubią patrzeć w nocne niebo i oglądać gwiazdy. Podczas jednego z takich wieczorów stary Wilk tajemniczo zapowiada Lisiczce, że następnego dnia to on będzie taką gwiazdą na niebie. Rozchodzą się do domów i następnego dnia Wilka już nie ma…



Zaniepokojona Lisiczka szuka przyjaciela w każdym z możliwych miejsc. Przypomina sobie jego słowa o gwiazdach, więc próbuje wspiąć się jak najwyżej, by być bliżej nieboskłonu. Po pewnym czasie zaczyna rozumieć, że Wilk odszedł na zawsze i wtedy dociera do niej, że została sama. Zaczyna tęsknić i popada w rozpacz. My zaś zaczynamy obserwować, jak Lisiczka radzi sobie z żałobą.
Ta historia jest przepięknie metaforyczna. Ani raz nie pada słowo „śmierć”, wszystko jest opowiedziane bardzo delikatnie i z wyczuciem. Sprawia to jednak, że dla dzieci może to być nieczytelne. Wymaga dodatkowych wyjaśnień. Nie jest to żaden zarzut, raczej stwierdzenie faktu. Warto po prostu po pierwszym czytaniu sprawdzić, czy dziecko załapało, że Wilk umarł, a Lisiczka przeżywa stratę.

Oczywiście natychmiast po otworzeniu książki zwracamy uwagę na ilustracje. Są wspaniałe, przyjazne i bardzo ciepłe. Nawet na stronach, w których najmocniej widać przeżywaną przez Lisiczkę żałobę, nie czujemy grozy ani przygnębienia. To wyjątkowe sceny, potraktowane z ogromną wrażliwością. Czujemy mnóstwo emocji, współczujemy Lisiczce (niektórym nawet popłynie po policzku łza) i mamy wielką ochotę ją przytulić i pocieszyć.
Po tej lekturze najtrudniejsze przed nami. To będzie początek rozmów o tym, że nasi najbliżsi kiedyś odejdą. Ale dzięki tej historii możemy pokazać dziecku, że żałoba to okres niezwykle potrzebny i że kiedyś ona się kończy. U jednych szybciej, u innych wolniej, ale jej kres w końcu nadchodzi. Jest jednak konieczna, by poradzić sobie ze smutkiem, tęsknotą, niezrozumieniem i poczuciem niesprawiedliwości.

Stąd też płynnie przechodzimy do kolejnego etapu rozmów: „co potem?”. Czy już zapominamy o tej osobie? Nie, osoby, które kochamy na zawsze pozostają w naszych sercach. Mamy wspólne przeżycia i nikt ich nam nie zabierze. W historii Lisiczki i Wilka to jest bardzo ważne podsumowanie. Lisiczka pojmuje, że choć Wilk odszedł, to ona wciąż żyje i powinna to doceniać, a jej przyjaciel na zawsze zostanie w jej wspomnieniach.
Muszę przyznać, że dla mnie przejmujący jest już sam tytuł książki. W tym jednym zdaniu czuję tak wiele tęsknoty, że aż ściska mnie w gardle. Później zresztą jest podobnie. Tymek nie przeżył jeszcze straty nikogo bliskiego, więc tę historię odbiera z mniejszym wzruszeniem. Ale rozumie, że jest to bardzo delikatny temat. Rozumie, że Lisiczka cierpli. Czuje jej ból i zachowuje niezwykłą powagę podczas czytania tej opowieści.



„Wróć, mój Wilku, wróć” to niesamowite połączenie magicznych ilustracji, trudnego tematu i pięknej opowieści. Jeśli szukacie czegoś, co wprowadzi dzieci w temat śmierci i żałoby z wyczuciem, to jest to idealna pozycja. Zaznaczam jednak, że nie powinno się jej zostawiać bez słowa wyjaśnień. Myślę zresztą, że nie powinno się tego robić, po żadnej książce dotyczącej śmierci, ale tutaj dodatkowo powinniście sprawdzić, czy dziecko zrozumiało metaforę. Nie strońcie od niej, bo gwarantuję Wam, że już po pierwszym wytłumaczeniu dziecko zrozumie te porównania i będzie tę historię przeżywało zupełnie inaczej.
Sandra Dieckmann, „Wróć, mój Wilku, wróć!”, Wydawnictwo Amberek, Warszawa 2021.