Dzięki uderzeniu pioruna w piasek na plaży w gorący dzień może powstać jedno z najbardziej fascynujących dzieł natury.
W letni dzień duża, wielowarstwowa chmura burzowa przysłania słońce i rozlega się grzmot. Jeśli piorun uderzy w piaszczystą plaże, olbrzymia temperatura, która wtedy powstaje, może stopić ze sobą ziarenka piasku. Widowiskowe zjawisko świetlne tworzy delikatne rurki zwane fulgurytami albo strzałkami piorunowymi. Zobaczmy, jak powstają.
W okresie wakacji, ferii i świąt zwykle zwalniamy obroty. Staramy się odpocząć, spędzić czas z rodziną, przyjaciółmi, a czasem po prostu w ciszy i samotności. To chwile, w których odcinamy się od pędu codzienności i skupiamy na tym, co lubimy. Ten czas jest nam potrzebny dla nabrania sił do dalszego działania. Sił fizycznych i psychicznych. Ale przez resztę roku jakoś o tym zapominamy. Żyjemy z dnia na dzień, ciągle gdzieś biegniemy, mamy mnóstwo rzeczy na głowie i nie potrafimy się cieszyć drobnymi rzeczami. A przecież dzieci to potrafią. Jak to się stało, że my zapomnieliśmy o tej umiejętności?
Na ten nieco zwolniony wakacyjny czas wybrałam książkę „Slow down. Zwolnij i… popatrz”, by zachęcić Was i Wasze dzieci do zatrzymywania się w najbardziej burzliwych momentach. Dzieci robią to nieustannie. Im mniejsze, tym częściej. Przyznaję, że gdy moi synowie zaczynali chodzić i interesować się wszystkim wkoło, to nie był mój ulubiony okres macierzyństwa. Bo podczas spacerów oni przystawali, oglądali listki na krzakach, pajączka tkającego ścięć i podnosili każdy kamyk i każdy patyk. A ja chciałam iść dalej, bo zawsze było coś, gdzieś, już, natychmiast do zrobienia i załatwienia, więc w myślach dzwoniła myśl, że „trzeba iść!”. Teraz żałuję, ale nadrabiam.



„Slow down…” to zbiór zjawisk przyrodniczych, które warto obserwować. Niektóre są spektakularne i w naszych szerokościach geograficznych możemy o nich jedynie przeczytać w książce. Inne są łatwe do zaobserwowania tuż obok nas. Warto się więc rozglądać. Niektóre dzieją się tylko przez chwilę, inne są długim procesem. Są rzeczy, które możemy zobaczyć, ale nie znamy ich przyczyn. O tym właśnie przeczytacie w tej książce.
Kiedy podczas spaceru zobaczycie samosiejkę dębu, możecie opowiedzieć dziecku, skąd ona się tu wzięła. Aby lepiej to zrozumiało, sięgnięcie w domu do tej książki i poznacie więcej szczegółów na ten temat. Kiedy po deszczowej nocy rano w drodze do przedszkola zobaczycie mnóstwo dżdżownic i dziecko Was zapyta „Dlaczego dzisiaj są, a wczoraj ich nie było?”, być może będziecie znali odpowiedź. A jeśli nie, to znajdziecie ją właśnie w „Slow down…”. Może podczas wycieczki do lasu znajdziecie dziwny krąg z grzybów. Czy będziecie wiedzieli, że jest to czarcie koło? W książce znajdziecie wyjaśnienie tego zjawiska.

Znajdziecie tu odpowiedzi na wiele dziecięcych pytań. Dlaczego oczy kota świecą w ciemności? Dlaczego kamyk rzucony na taflę wody odbija się od niej, zamiast od razu opaść na dno? Jaki jest rekord w puszczaniu „kaczek”? Dlaczego w basenie tonę, a w morzu się unoszę? Dlaczego woda w sadzawce rano jest zamarznięta, a popołudniu nie? Jak to się dzieje, że ogień nas ogrzewa i dalej nam światło? Dlaczego latawiec unosi się w powietrzu?
Dowiecie się też mnóstwa ciekawych rzeczy o potężnych siłach rządzących światem przyrody. Wybuchy wulkanów, lawiny śnieżne, zaćmienia, tornada, gejzery, czarne dziury, narodziny gwiazd, oberwania gór lodowych czy zorze polarne. Zjawiska, których dziecko nie zobaczy nigdy na własne oczy (a przynajmniej części z nich), ale są fascynujące, pobudzają wyobraźni. To naprawdę bardzo ciekawe, gdy dowiadujemy się, jak do nich dochodzi.
Prawdę mówiąc są tak ciekawe, że mimo iż kupiłam tę książkę z myślą o starszym synu, to pochłonęła ona zupełnie młodszego (czteroletniego) Tymka. I mnie również. Nie zraziło go ani trochę to, że niektórych słów nie rozumiał. Ani to, że niektóre procesy były dla niego niejasne. Ważne, że rozumiał całość, która niezwykle go zainteresowała.

Ciekawe jest to, że w książce jest niewiele tekstu. Autor świetnie przedstawił trudne informacje. Choć wydaje się, że potrzeba wielu słów, by opisać spektakularne zjawiska, autor przystępnym językiem, w krótkich notkach, zawarł istotę każdego zdarzenia. A jego słowa wsparte są przepięknymi, ciepłymi ilustracjami. Grace Helmer sprawiła, że nawet to, co groźne, wydaje się tutaj przyjazne. Dlatego też młodsze dzieci, zamiast na lęku, skupią się na wiadomościach, które są im przekazywane.
Poza tym, że poznamy tu wiele ciekawostek o świecie przyrody, to wzmocnimy naturalne zainteresowanie dziecka otaczającym go światem. Odpowiedzi na wiele jego pytań są tak ekscytujące, że mogą zachęcić dziecko do dalszego zgłębiania tematu. A to może być wstępem do rozwijania nowych pasji.





Warto się zatrzymywać razem z dzieckiem i obserwować z nim świat. Nawet najdrobniejsze jego elementy mogą być fascynujące. Dla dziecka to sposób na rozwój, dla nas możliwość krótkiego odpoczynku. Wiem, że każdy z nas myśli o tym, ile ma jeszcze rzeczy do zrobienia, ale ten moment, w którym przystaniecie, by poobserwować, dokąd też ten ślimak zmierza, da Wam szansę na oderwanie się, oczyszczenie głowy, odetchnięcie. Może nie za pierwszym razem – tego też trzeba się nauczyć. Ale w końcu zadziała. Po prostu cieszcie się tą chwilą. Gdy skupiamy się na naszym pośpiechu, to taka chwila ciągnie się nam w nieskończoność, ale jeśli zapomnimy na kilka minut o codzienności i wejdziemy z dzieckiem w rolę obserwatora to będzie jak okamgnienie. Lepiej tego nie przegapić…
Carl Wilkinson, „Slow down. Zwolnij i… popatrz”, ilustracje Grace Helmer, Wydawnictwo Znak Emotikon, Kraków 2022.