Gili, gili

Aaa, kiedy idę spać.
Tuli, tuli jest moje, tylko moje.

Rozwój mowy dziecka zaczyna się od pierwszych dni życia. To okres melodii. Po pierwszym roku życia dziecko wchodzi w okres wyrazu. Choć dla wielu ludzi jest to zaskoczeniem, od samego początku rozwój mowy może być wspierany książkami. Czy można się bez nich obejść? Można. Ale czy warto?

Wielokrotnie już tutaj pisałam, że dobrze dobrana książka wspiera rozwój dziecka w różnych obszarach. Ważne jednak, by była dostosowana do wieku. Jeśli więc mówimy o początkowym rozwoju mowy, a więc o dziecku około drugiego roku życia, to nie możemy wybierać książek, które mają dużo tekstu, ale wcale też nie musimy wybierać tych, które tego tekstu nie mają w ogóle.

Powiem Wam jeszcze jedną rewolucyjną rzecz – wcale nie musicie ich czytać dokładnie tak, jak zostały napisane i wydrukowane! Szok, prawda? Książki wspierające rozwój mowy mają tę mowę wspierać, a nie uczyć jedynych słusznych rozwiązań. To nie są słowniki, ale pozycje, które mają stymulować dziecko do wypowiadania sylab lub prostych wyrazów. Mają rozwijać umiejętności komunikacyjne dziecka.

„Gili, gili. Słówka z ostatniej chwili” to kartonówka dla najmłodszych czytelników. Na początku oczarowała nas ilustracjami. Kto tu zagląda częściej, już wie, że Benjamina Chauda uwielbiamy! I tym razem nas nie zawiódł. Autorką tekstów jest Corinne Dreyfuss, ale w tym przypadku wyjątkowo podkreślam znaczenie tłumaczenia Katarzyny Skalskiej. W końcu to ona przystosowała tę pozycję dla polskich odbiorców. Wybrała słowa i onomatopeje, które będą zrozumiałe dla dzieci dorastających w otoczeniu języka polskiego.

Co znajdziecie w środku? Ilustracje kilku rzeczy, osób i sytuacji, które najczęściej pojawiają się jako pierwsze w słowniku dziecka. Do każdego z nich jest podpis, ale nie zawsze są to wyrazy, które znajdziecie w słowniku, a takie jakie dziecko ma faktycznie szansę wypowiedzieć, kiedy dopiero zaczyna uczyć się mówić.

Język, którego dzieci używają w pierwszych latach życia nie jest wcale taki uniwersalny. Wiadomo, że mama to mama, ale już wiele innych słów brzmi inaczej. Wynika to z regionalizmów stosowanych w różnych częściach Polski oraz z przyzwyczajeń językowych danej rodziny. Także samo dziecko buduje pierwsze słowa zgodnie ze swoimi możliwościami artykulacyjnymi.

Tym sposobem dochodzimy do tego, jak odczytywać tę książkę. Przeglądnijcie ją najpierw sami i zastanówcie się, czy faktycznie wszystkich tych słów używa się w waszym domu w ten sam sposób. Bo na przykład u jednych jest dzidzia, a u innych bobo. U jednych jest hu, hu, ha, a u innych po prostu brrr. U jednych patataj, a u innych i-haha. Na tym etapie rozwoju mowy jest to zupełnie naturalne i poprawne. Zależy nam przecież na tym, by dziecko zaczęło mówić. Dążymy do tego, by zaczęło się komunikować ze światem słowami, a nie tylko gestami. Więc na razie tworzycie słownik, który będzie zrozumiały dla Was i dziecka, ale też w miarę zrozumiały dla osób postronnych.

Kiedy my czytaliśmy „Gili, gili…” także zmieniliśmy kilka słów, bo po prostu inaczej się u nas mówi. Ważne jednak, by zachować konsekwencję. A to oznaczało, że nie tylko my, rodzice, musieliśmy czytać takie same słowa, ale by robił to każdy (na przykład dziadek i i babcia), kto akurat będzie tę książkę czytał Tymkowi. Zaznaczyliśmy więc strony, przy których używaliśmy zamienników i to się świetnie sprawdziło. Nie było żadnych problemów, bo Tymek dostawał spójne komunikaty. A ponieważ „Gili, gili…” było u nas w bardzo częstym użyciu, to warto było poświęcić tę chwilkę na odpowiednie przygotowanie książki.

Wielu ludziom wydaje się, że kupowanie takich książek nie ma sensu. Owszem – tak jak pisałam we wstępie – można się bez nich obejść. Ale pamiętajcie, że oprócz wartości jaką niesie ze sobą treść takiej pozycji, powinniście także dodać wartość, jaka płynie z wczesnego obcowania z książką. Przyzwyczajenie do takiego sposobu spędzania czasu już od najwcześniejszych chwil zaprocentuje w przyszłości. Dlatego zamiast kupować kolejną „uczącą mówić” zabawkę, naprawdę lepiej zainwestować w książkę i wspólnie spędzony czas.

Corinne Dreyfuss, „Gili, gili. Słówka z ostatniej chwili”, ilustracje Benjamin Chaud, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2019.

Dodaj komentarz