Ale mama właśnie odkryła, że uwielbia zionąć ogniem. Zionie ogniem na prawo i lewo, aż ludzie zaczynają krzyczeć:
– Pali się! Pali się!
Dorosłość to ciągła gonitwa. Jeśli dodatkowo jesteś też rodzicem, to wchodzisz na jeszcze wyższe obroty, bo poza swoimi sprawami ogarniasz także życie swoich dzieci. I nie ma się co dziwić, że silnik czasem się zaciera, paliwa brakuje, a ty musisz stanąć i zatankować, bo jeśli tego nie zrobisz, to po prostu dalej już nie pojedziesz.
Mama Filipa jest zabiegana. Jej poranki wyglądają tak, jak poranki większości rodziców. Pęd w poszukiwaniu dokumentów, kluczy, przypominaniu dzieciom, żeby się ubrały i zjadły śniadanie, a w międzyczasie przygotowywanie się do pracy. Kto ma dzieci ten doskonale wie, o czym mówię.
Filip obserwuje swoją mamę każdego rana, a kiedy ona niebezpiecznie zbliża się do wybuchu on się odcina. To umiejętność, której ogromnie zazdroszczę wszystkim dzieciom. Odcięcie się, wejście w swój świat, nieprzejmowanie się codziennością, wieczny chill. Mało który rodzic to potrafi.


Okazuje się, że mama Filipa, któregoś dnia dochodzi do swoich granic i pewnego ranka budzi się jako… smok. Czy może raczej smoczyca. Nie pamięta, co powinna robić, jak przygotować śniadanie, jak pomóc synkowi w porannych rytuałach. Jest skołowana i bardzo zmęczona.
I co się dzieje? Skoro mama nie ogarnia, to czy świat się zawali? Zatrzyma i nie ruszy dalej? Czy Filip umrze z głodu, bo nie dostanie śniadania? Nie. Filip jest już przedszkolakiem i dobrze potrafi o siebie zadbać. Na swój sposób. Ale nie jest przecież przybyszem z kosmosu tylko małym, samodzielnym chłopcem. Robi sobie śniadanko (mocno zakrapiane „kakałkiem”), zawiadamia pracodawcę mamy, że ta nie da rady dzisiaj przyjść, bo jest chora i prowadzi mamę do lekarza. Przecież zna drogę, bo mama prowadziła go tam pewnie setki razy.

Po drodze mają wiele dziwnych, abstrakcyjnych przygód. Filip, w typowy dla siebie (i innych dzieci) sposób, zbacza często z drogi, realizuje pomysły, który nagle wpadną mu do głowy, ale konsekwentnie realizuje swój cel (tylko nieco wolniej niż założył). Dba o mamę i robi wszystko, by jej pomóc.
Ta książka to wyjątkowa pozycja, która dzieciom podoba się ze względu na dowcipne, nieprzewidziane sytuacje. Ale jest to także pozycja, która chwyta za serca zabieganych rodziców. Mogą się w niej przeglądnąć jak w lustrze. Zobaczyć siebie przemęczonych, w szalonym pędzie codzienności, u kresu wytrzymałości. I czego się dowiedzą po tej lekturze?
Przede wszystkim tego, że dzieci sobie poradzą. Niepotrzebnie wyręczamy je za wszystko. Są samodzielnymi istotami. Może robią coś niedoskonale, dużo wolniej i według własnego pomysłu, ale przecież się uczą. I to, że kolejny raz zjedzą płatki z mlekiem nie sprawi, że będą głodni lub schorowani z powodu złej diety. Jest mnóstwo drobnych spraw, które spokojnie mogą ogarnąć sami. Tylko, że my – rodzice – nie dajemy im na to szansy.
Poza tym, przy czytaniu tej książki, każdy rodzic przypomni sobie, że nie jest sam. Tak wygląda rodzicielstwo wielu osób. Ten stan wiecznego pośpiechu i stresu towarzyszy tysiącom rodzin. Jednocześnie przekona się, że każdy ma swoje granice i dotarcie do nich może być niebezpieczne. Dlatego lepiej odpuścić. Większość spraw, o które tak uparcie zabiegamy jest ostatecznie mało istotna.



Ta książka to przypomnienie, żeby powiedzieć sobie stop, wyluzować i pobyć z dzieckiem. Nie tylko ono tego tak naprawdę potrzebuje. W pogoni za wykonywaniem obowiązków zapominamy, że chwila zabawy z dzieckiem ma ogromną wartość dla niego i dla nas. Można się z nim pobawić, porysować, poukładać puzzle lub poczytać. Wybrać coś co będzie pasowało Wam obojgu, będzie dawało wspólną radość.
„Filip i mama, która zapomniała” to książka dla dzieci i rodziców. Oczywiście odczytają ją zupełnie inaczej, ale może właśnie dlatego jest taka ciekawa. Niektórzy mogą zarzucać, że ta opowieść nie ma sensu, że w sumie nie wiadomo, o co chodzi z tą zamianą i że dzieci tego nie zrozumieją. Wyjścia są dwa – albo dać dziecku cieszyć się abstrakcyjną historią, ciekawymi zdarzeniami i dobrym zakończeniem, albo porozmawiać z nim o tym, dlaczego mama Filipa się zmieniła i jak Filip sobie z tym poradził. Nie warto jednak rezygnować, bo to naprawdę wyjątkowa książka.
Pija Lindenbaum, „Filip i mama, która zapomniała”, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2018.