– Jest wiele rodzajów matek – odparła robotka. – Niektóre spędzają całe życie, troszcząc się o swoje młode. Niektóre składają jaja i natychmiast je porzucają. Niektóre opiekują się potomstwem innych matek. Starałam się zachowywać jak twoja mama, ale nie, nie jestem twoją rodzoną matką.
Ludzie to skomplikowane istoty, które myślą, czują i działają. W razie konieczności modyfikują swoje zachowania, potrafią się dostosowywać do nowych okoliczności. Rozwijają się, a wraz z ich osiągnięciami świat idzie do przodu. Wciąż jednak są przekonani o tym, że zdolność odczuwania emocji daje nam przewagę nad technologią. Ale czy tak będzie zawsze?
Przedstawiam dzisiaj książkę, w której autor pokusił się o sprawdzenie, co mogłoby się wydarzyć, gdyby technologia spotkała się z naturą. Zadaje w niej pytania o to, czy maszyny były się w stanie same uczyć i porozumieć z dziką przyrodą. Myślicie pewnie, że tak, bo przecież na tym to polega. Ale autor poszedł dalej, bo w jego rozważaniach nie ma ludzi. Jest tylko robot wśród dzikich zwierząt, otoczony przyrodą nieskażoną działaniem człowieka.



Teraz pewnie myślicie, że chyba mi się blogi pomyliły, bo miało być o książkach dla dzieci, a nie jakichś filozoficznych rozmyślaniach. Od razu Was uspokajam – to tylko tak brzmi. To jest drugie dno, do którego trzeba się dokopać, i o którym można z dzieckiem porozmawiać. Ale przede wszystkim jest to wspaniała historia, pełna przygód, ciepła, uczuć, poznawania przyrody i akcji.
Pewnego dnia morze wyrzuca na brzeg rozbite skrzynie. Wszystkie są pełne szczątków robotów. Tylko jeden z nich działa. A właściwie jedna, bo Roz jest robotką. Roz trafia na bezludną wyspę. Bezludną, ale nie pustą. Żyje tu mnóstwo zwierząt i pojawienie się mechanicznego potwora jest dla nich ogromnym przeżyciem.

Róż rozpoczyna swoją wędrówkę po wyspie. Poznaje zwyczaje zwierząt i szybko uczy się ich języków. W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności robotka zostaje przybraną mamą młodego gąsiora – Jasnodzióbka. Obserwujemy jak rodzi się między nimi uczucie. W tej przedziwnej relacji rozwija się niezwykle silna więź mamy i dziecka. Dowiadujemy się, że miłość nie zna żadnych ograniczeń. Może się pojawić pomiędzy dwoma istotami gotowymi na to, by ją przyjąć. To troska, opieka, czyny, odpowiedzialność, serce otwarte na innych.

Późną jesienią Jasnodzióbek odlatuje z innymi gęsiami do ciepłych krajów. Roz tęskni, ale poza ukochanym synem, ma na wyspie mnóstwo przyjaciół, a oni potrzebują jej pomocy. Podczas srogiej zimy Roz dba o zwierzęta, buduje im domy, opiekuje się nimi, wprowadza zasady, których powinni przestrzegać pod jej dachem. Widzimy jednak, że natura to żywioł, którego nie da się tak łatwo opanować, nawet, gdy jest się maszyną.
Na tej wyspie oddalonej od reszty świata życie płynie spokojnie. Ale świat wcale nie zapomniał o Roz. Upomina się o nią (i o szczątki pozostałych robotów), bo uważa, że należy do niego. Na wyspie pojawiają się roboty nowej generacji. Dla nich nie istnieją uczucia. Mają do wykonania zadanie – dostarczyć Roz do fabryki i podejmują się tego wyzwania bez względu na koszty i konsekwencje.



Tutaj zakończę, bo powinniście przeczytać to sami. A wierzcie, że nie będziecie się mogli oderwać. Znajdziecie tu wszystko. Naturę, maszyny, ciekawość świata, poznawanie się, uczucia, oswajanie, nawiązywanie przyjaźni, kłótnie, bójki, wypadki, a nawet bitwę. Jestem pewna, że w tej historii każde dziecko znajdzie coś dla siebie. Chusteczki pod ręką mile widziane.
Peter Brown, „Dziki robot”, Wydawnictwo Entliczek, Warszawa 2018.