Horrifikland

– Z czego się śmiejesz?
– Twórcy parku wydali fortunę na straszne stwory, a my najbardziej boimy się komarów!

Świat bajek dla dzieci zmienia się bardzo dynamicznie. Studia filmowe prześcigają się w pomysłach. Dzieciaki mogą wybierać do woli i zawsze znajdą coś dla siebie. Podobnie jest na rynku wydawniczym. Ale pomimo tak szerokiego wachlarza propozycji filmowych i książkowych jedno pozostaje pewne – klasyka zawsze się obroni.

Przychodzę dzisiaj z propozycją, którą ja odbieram jako próbę przeniesienia bajki telewizyjnej do książki. Może to nie wydaje się jakieś odkrywcze, bo obecnie wiele wydawnictw ma w swojej ofercie książki, które powstały w związku z różnymi animacjami dla dzieci. Ale ta pozycja jest wyjątkowa.

„Horrifikland” to komiks oprzygodach Myszki Miki, Donalda i Goofiego. Komiksów o tych bohaterach powstało już wiele. Pewnie każdy z Was miał już w rękach któryś tom Giganta o Kaczorze Donaldzie. Ale ten narysowano zupełnie inaczej i to powoduje, że ma on charakter animacji telewizyjnej. Ponieważ to komiks, to zachowana jest też dynamika. Akcja jest szybka, wydarzeń jest dużo, ale mały czytelnik się nie gubi, bo wszystko, co powinien wiedzieć, zawarte jest w ilustracjach.

Myszka Miki i jej przyjaciele są detektywami. Ich biuro ledwo przędzie. Pewnego dnia w ich progu staje klientka, która szuka swojego zagonionego kota, a oni przyjmują zlecenie bez kręcenie nosem. W związku z poszukiwaniami trafiają do starego, nieczynnego parku rozrywki Horrifikland. Tam poznają właścicielkę i przy okazji ratują ją przed oszustwem, którego próbuje dokonać Czarny Piotruś. Okazuje się jednak, że to nie jedyny kłopot Pani Dobromilskiej. Jej park rozrywki nawiedzają prawdziwe duchy. Dzielni detektywi podejmują się rozwikłania tej dziwnej zagadki.

W historii spotkacie postaci znane z wszystkich starych animacji Disneya. I już po pierwszych stronach przekonacie się, że autorom udało się zachować ich cechy. Nie mówię tu o wyglądzie, tylko o osobowościach, charakterach, zachowaniach.

Ilustracje są tutaj oczywiście podstawą, i tworzą niezwykłą atmosferę. Komiks naprawdę czyta się tak, jakby się oglądało bajkę w telewizji. Obrazy są bardzo żywe, pełne szczegółów, mają intensywne barwy. Przy każdym czytaniu odkrywa się coś nowego.

Głównym motywem są tutaj duchy, strachy, pająki, mumie i różne inne potwory. Ale mamy także mnóstwo wypadków, wpadania w doły, pędzenia kolejką, przemykania korytarzami, uciekania przed straszydłami – czyli tego, co dzieciaki uwielbiają. Nie zapomniano też o wpleceniu dowcipów, śmiesznych gagów, pomyłek, przeoczeń – tego wszystkiego, co w starych animacjach Disneya spotykamy na każdym kroku.

Jedynym misunem jest dla mnie to, jak narysowano Myszkę Miki. Chyba chodzi o zbyt blisko osadzone oczy. Nie jestem pewna, ale coś mi nie gra. Nie jest to jednak taka wada, która przesłoniłaby mi wszystkie inne zalety. A już na pewno Sebastian zupełnie nie zwrócił na nią uwagi. Także to tylko takie moje drobne odczucie.

Kolejny raz powtarzam, że komiksy są świetne dla dzieci rozpoczynających naukę czytania. Nie powodują przemęczenia ilością tekstu, zdania są krótkie, a dziecko ma poczucie, że przeczytało (i zrozumiało!) całą historię. Dzięki temu zaczyna widzieć sens tej czynności. Tutaj dodatkowo pozostaje niesamowite wrażenie czytania i oglądania w jednym czasie. Serdecznie polecam.

Lewis Trondheim, „Horrifikland. Przerażająca przygoda Myszki Miki”, rysunki i kolory: Alexis Nesme, Story House Egmont, Warszawa 2021.

1 komentarz

Dodaj komentarz