Kury, czyli krótka historia o wspólnocie

Czarny kogut i rudy kogut, którzy już od dawna nie panują nad sytuacją, poddają się i też kiwają głowami na zgodę.
– Panie i panowie – ogłasza Natalia – kurki i kuraki, ZACZYNAMY GŁOSOWANIE!

Razem możemy więcej. Wiemy to, ale w praktyce nie zawsze korzystamy z tej rady. Zawiedzeni efektami pracy zespołowej, myślimy często, że lepiej liczyć na siebie samego. Jak więc jest? Lepiej razem, czy osobno?

Jestem trochę Zosią Samosią, ale uważam, że lepiej „razem”. I tego staram się uczyć moich synów. Z czego wynikają te sprzeczności? Myślę, że to błędy naszego pokolenia. Nie uczono nas pracy zespołowej i efekty tych braków widać w dziesiejszych problemach ze współdziałaniem, byciem częścią grupy, chęcią dominowania lub – wręcz przeciwnie – wymigiwania się od obowiązków.

To się, na szczęście, zmienia. Coraz częściej wykorzystuje się w edukacji metodę pracy w grupach, wspólne projekty. Dzięki temu dzieci dowiadują się, jak dzielić się obowiązkami, odpowiedzialnością, być częścią grupy – trybikiem, który jest potrzebny do działania całej maszyny, niezbędnym jej elementem. Wszystko po to, by osiągać wspólny cel.

Dzisiaj przedstawiam książkę, która dotyczy tego zagadnienia. Przybliża dzieciom temat współdziałania, ale dotyka też wielu innych wątków współtowarzyszących.

Pewnego dnia znikają biały kogut i ruda kura. Grupa czarnych pozostaje nienaruszona. Wszyscy jednak czują, że jest to ich wspólna sprawa. Rozpoczynają chaotyczny proces rozwiązania problemu.

Czarny kogut mądrze mówi, czaruje słowami i stara się objąć dowództwo. Ma też konkurenta – rudego koguta. Starają się przekonać drugiego do swoich prawd, dyskutują ze sobą, ale zapominają, że sprawa dotyczy ich wszystkich. Kury domagają się możliwości dojścia do głosu.

Cel jest jeden, ale drogi dojścia do niego różne. Jedne grupy czują się bardziej poszkodowane od innych. Jedni akceptują proponowane rozwiązania jako wystarczające, a inni dążą do perfekcji. Rodzi to wiele konfliktów, ale ostatecznie udaje się osiągnąć zamierzony efekt. Kury się jednoczą. Są razem, wymieszane, a nie podzielone, w imię wyższego celu – ratowania członków swoich stad.

To bardzo dobra historia, o tym, że nie ma jednego uniwersalnego klucza do rozwiązania problemu. W grupie możemy więcej, bo każdy wnosi coś od siebie. Nawet jeśli nasz pomysły nie zostaje wykorzystany, to nie znaczy, że jest zły. Jest cegiełką, którą dokładamy od siebie. Może być inspiracją do innych rozwiązań. Pierwszy pomysł jest modyfikowany, udoskonalany – wspólnie mamy większe szanse na wyjście z trudnej sytuacji.

Czy ta książką nie jest zbyt trudna dla dzieci? Absolutnie nie. To wszystko tak poważnie brzmi, bo staram się Wam pokazać tło. Tak naprawdę jest to niezwykle zabawna historia. Kury są hałaśliwe, ale walczą o swoje. Koguty są dominujące, ale potrafią przyznać rację innym.

Wszystko zilustrowane jest w dowcipny sposób. Na obrazkach zobaczymy tylko zwierzęta, bez żadnego otoczenia i dodatków. Jest to świetny zabieg, bo całkowicie skupiamy się na emocjach kur. A jest ich w książce mnóstwo (i emocji, i kur oczywiście). Najpierw są przerażone i zmartwione, potem kolejno pełne nadziei, zapału do działania, frustracji, złości, a wreszcie czują siłę i motywację do walki. Jak się czują na samym końcu musicie sprawdzić sami. Zapewniam, że będziecie rozbawieni.

Akcja jest dynamiczna, teksty krótkie, a ilustracje bardzo sugestywne. Z poczuciem humoru o ważnych sprawach. Polecam!

Laurent Cardon, „Kury, czyli krótka historia o wspólnocie), Wydawnictwo Adamada, Gdańsk 2020.

1 komentarz

Dodaj komentarz