Oglądając te wszystkie cuda, powoli zapominał o niedawnych przeżyciach. Z każdym dniem stawał się bardziej szczęśliwy.
Pozory mylą. Wiemy to nie od dzisiaj. A jednak wciąż zdarza się nam być zaskoczonym. Przy książkach zdarza mi się to wyjątkowo często. Bywa tak, że sięgam po pozycję która ma przepiękne ilustracje, ale okazuje się, że treść jest bardzo słaba. Bywa też na odwrót. Albo i tak, że sięgam po książkę z jakimś oczekiwaniem, ale ona mnie zaskakuje. Spodziewam się czegoś, a po przeczytaniu wiem, że jej nie doceniłam. I taka jest właśnie moja dzisiejsza propozycja.
Swimmy wpadł z moje ręce przypadkiem. Trafiłam na niego w taniej książce i wzięłam, bo zainteresowały mnie ilustracje. Są wyjątkowe. Każda wykonana jakąś szczególną techniką plastyczną. Kiedy ją przeglądałam pomyślałam, że te ilustracje są kopalnią inspiracji do zabaw plastycznych z dziećmi. Nawet nieszczególnie myślałam o samej treści, a skupiłam się na tym, co ta książka może wnieść w nasze jesienno-zimowe, długie popołudnia i wieczory. Założyłam, że to jakaś lekka historia o przygodach rybki. Nie żeby to było złe – przecież takie opowieści mogą być bardzo interesujące. Chodzi mi bardziej o to, żeby pokazać, że obok tej książki łatwo przejść obojętnie, a tymczasem to po prostu skarb.
Tytułowa rybka żyje w ławicy, wśród tysiąca innych rybek. Różni się od nich, ale jest wśród nich szczęśliwa. Jednak pewnego dnia ławica zostaje pożarta przez wielkiego tuńczyka, a Swimmy, który jako jedyny był stanie uciec, zostaje sam. Rozpoczyna się jego samotna podróż przez morze.
Odkrywa zakątki, w których nigdy nie był. Odkrywa stworzenia, których nigdy nie widział. Ma też mnóstwo czasu na rozmyślania. I dość szybko się przekonuje, że jego dotychczasowe życie było bardzo ograniczone. Że wiele stracił tkwiąc w miejscu. Tragedia, która go spotkała jest początkiem nowego życia i Swimmy skwapliwie wykorzystuje tę szansę.

A potem, na swojej drodze, Swimmy spotyka kolejną ławicę. Ale nie mogę wam zdradzić jaka przygoda, go tam czeka. Mogę jednak powiedzieć, że jego doświadczenia, to co przeżył i to, co potem odkrył, sprawiają, że Swimmy zmienia nie tylko swoje nastawienie do życia, ale też walczy o to, by innych nie spotkał los jego rodziny i przyjaciół. Walka ta jest jednak trudna, ponieważ niełatwo jest zmienić czyjeś przekonania. Niełatwo znaleźć się wśród obcych i przekonać ich do swoich racji. Przed bohaterską rybką trudne zadanie i musicie sięgnąć po książkę, żeby się przekonać, jak sobie z nim poradzi.
Ta historia to mnóstwo emocji w niewielu słowach. Czyli tak, jak lubię najbardziej. Najpierw trudny początek – śmierć całej ławicy. Potem smutek i strach głównego bohatera. Następnie podróż i odkrywanie, rozpoczęcie nowej drogi. I nareszcie spotkanie z nową ławicą i stawianie czoła wyzwaniom.
Ilość tematów do omówienia z dzieckiem jest ogromna. Możemy rozmawiać o utracie bliskich, o wypadkach, o samotności, smutku, żałobie i wychodzeniu z niej, rozpoczynaniu nowych etapów w życiu, wychodzeniu ze strefy komfortu, o zmianach i korzyściach jakie mogą z nich płynąć i o tym, jak ważna jest współpraca. Można też potraktować początek tej historii bardziej dosłownie i przy okazji porozmawiać o tym, jakimi prawami rządzi się natura.
Nie przechodźcie obojętnie obok tej pozycji. Być może okładka wyda się wam zbyt skromna, mało zachęcająca, ale wystarczy otworzyć pierwszą stronę i zobaczyć, że jest tam o wiele więcej. A gdy wczytacie się w historię, przekonacie się, ze Swimmy to przepiękna opowieść, która nie potrzebuje fajerwerków, żeby zostać w waszych sercach na dłużej.
Leo Lionni, „Swimmy”, Wydawnictwo Tatarak, Warszawa 2016.



