Z upływem czasu promienie słońca coraz pewniej zaglądały do wnętrza dżungli.
Stres, zmęczenie, zdenerwowanie to pojęcia, które wydają się zarezerwowane dla dorosłych. Tymczasem to uczucia, która dotykają każdego człowieka, niezależnie od wieku. Mają inne przyczyny, ale odczuwane są tak samo. Dorośli mają swoje sposoby na rozładowanie tych trudnych emocji. Spacer, czytanie, spotkanie z przyjaciółmi, bieganie, oglądanie komedii – do wyboru do koloru. A jakie możliwości mają dzieci? Jak one rozładowują napięcie?
Chyba się zgodzicie, że mówienie do dziecka „uspokój się, przestań krzyczeć, nie płacz, nie denerwuj się” to słowa wyrzucane w próżnię. Są szczególnie szkodliwe, bo budują w dziecku przekonanie, że ma hamować swoje emocje, że nie ma prawa do przeżywania po swojemu trudnych momentów. To dla rodziców niełatwe przeżycie, bo muszą się mierzyć ze społecznymi oczekiwaniami, z ciekawskimi spojrzeniami, dobrymi radami i wszelakimi komentarzami, jeśli te emocje dziecko postanowi okazać akurat na środku chodnika. Ale trzeba się do tego przyzwyczaić, bo każdy człowiek ma prawo do tego, żeby wszystkie emocje przeżywać. A dziecko musi mieć przestrzeń i czas, aby nauczyć się jak sobie z nimi radzić. Na pewno każdy z was ma w swoim otoczeniu dorosłych, którzy tego nie potrafią i wie jak poważne to może mieć konsekwencje.
Czy potraficie powiedzieć, jak wasze dziecko radzi sobie z gniewem, stresem, niepokojem? Jeśli widzicie, że zupełnie sobie z nimi nie radzi, to czy potraficie mu jakoś pomóc? Macie swój sposób, który na nie działa? Jeśli wciąż go poszukujecie lub chcielibyście mieć jakiś „zapasowy”, zapraszam do zapoznawania się z propozycją Marka Wierzbickiego i nauczenia się, jak z dzieckiem wytańczyć smutki.

Mój tato tańczy – dzikie wygibasy to historia, która rozpoczyna się jak typowy początek dnia rodzica przedszkolaka. Każdy poranek to potencjalna szansa na atak z najmniej oczekiwanej strony: bo spodenki są w złym kolorze; bo płatki do mleka są zwykłe, a nie miodowe; bo pasta do zębów jest kolorowa, a nie biała; a w ogóle to świeci słońce, a przecież było zaplanowane skakanie po kałużach w drodze do przedszkola. Poranki są tak naprawdę testem naszych rodzicielskich umiejętności. Cierpliwości, zrozumienia, empatii i kreatywności w delikatnym rozwiązywaniu problemów.
W trudnym dla córeczki momencie tata wkracza do akcji i wykorzystuje swoją pasję, by rozładować napięcie. Wygłupia się, tańczy, śpiewa i zaraża pozytywną energią Lulę. Włącza muzykę i daje jej przepływać przez swoje ciało. Dziewczynka obserwuje tatę i mierzy się z nagromadzeniem emocji. Z jednej strony wciąż jest zła, z drugiej zdziwiona i zaciekawiona. Muzyka ją rozluźnia. Dobry humor i żarty taty powodują, że jej myśli zaczynają odpływać z trudnego tematu w stronę tego, co się dzieje wokół niej. W końcu daje się ponieść muzyce i dołącza do taty.
Jednak pomimo rozluźnienia sprawa nie jest zakończona. Taniec pozwala Luli się uspokoić, odepchnąć od siebie gniew, ale tata wie, że to nie jest koniec. Bo problem był i jego odsunięcie to nie jest rozwiązanie. Teraz, kiedy Lula jest już w dobrym nastroju, tata może z nią porozmawiać. To chyba najważniejszy moment, o którym, na szczęście, autor pamiętał. Nie chodzi przecież o to, żeby trudne emocje od siebie odpędzać, ale o to, by je rozładować i mieć przestrzeń na zmierzenie się z nimi, zrozumienie ich przyczyn i znalezienie rozwiązania.
Na końcu książki znajdziecie porady na to, jak wprowadzić w życie taneczne sposoby na rozluźnienie. Wskazówki, jak prawidłowo oddychać, jakiej muzyki słuchać, by przyniosła oczekiwany skutek. Autor mówi też o tym, żeby skupić się na naturalnych ruchach ciała. Nie musicie więc być tancerzami, nie musicie znać żadnych tanecznych kroków, by wczuć się w muzykę i po prostu ruszać. Dowiecie się także, że opowieść jest ważnym elementem pracy z dzieckiem. Często wykorzystujemy ją w pracy w przedszkolu i wierzcie mi, potrafi ona zdziałać cuda kiedy musicie zapanować nad 25-osobową grupą trzylatków. A zamknięciem całego procesu jest etap wyciszenia i rozmowa o tym, co się wydarzyło.

Poza głównym tematem, chciałam także podkreślić to, że w tej historii to mama ma ważne wystąpienie zawodowe i jest tym bardzo zestresowana. Tata zaś wspiera ją dobrym słowem i przejmuje na siebie zadanie wprawienia Luli w dobry nastrój, żeby mama mogła się przygotować i spokojnie pójść do pracy. Pokazuje tym samym córce, że praca i uczucia mamy są bardzo ważne. W dzisiejszym świecie warto wspominać o takich wzorcach. Historia skupia się na relacji taty z dzieckiem, co z kolei jest ważnym akcentem, bo przypomina, że tata jest rodzicem. Nie od święta, nie tylko po to, żeby w weekend wziąć dziecko na wycieczkę. Jest rodzicem każdego dnia. Tak samo jak mama, powinien się mierzyć z problemami codzienności. Jest to więc dodatkowy plus tej książki.
Zatem czytajcie i tańczcie, bo to dwie aktywności, które potrafią wypędzić smutki, wprawić w dobry nastrój, oczyścić głowę, rozluźnić ciało i pomogą przenieść się w inny świat.
Marek Wierzbicki, „Mój tato tańczy – dzikie wygibasy”, ilustracje Agnieszka Malarczyk, Wydawca: Wie Żbik, Kraków 2021.






