Najwspanialsza w świecie miotła

– Lądujemy! – rozkazała,
więc po chwili z miotły zleźli,
ale choć szukali wszędzie,
różdżki nigdzie nie znaleźli.

Szukamy czasem słów lub przykładów na to, by pokazać dzieciom dlaczego warto być miłym, uprzejmym, pomocnym. Najlepiej oczywiście własnym przykładem, bo tak dziecko uczy się najszybciej. Ale warto mieć pod ręką coś co będzie wsparciem dla naszych słów i czynów.

Miejsce na miotle to książka, znanego na świecie duetu, Julii Donaldson i Axela Schefflera (autorów „Gruffalo”, o w którym pisałam tutaj: https://kamyki.blog/2021/03/26/czyzbys-tego-nie-wiedzial-kolego/). Nie bez powodu zrobiła zawrotną karierę. Jest pięknie zilustrowana i opowiada ciekawą, wesołą historię. Taką, która podoba się i 3-latkom i 7-latkom. Jest zabawna i uniwersalna. Bardzo bajkowa, ale nie cukierkowa. Czyli tak jak lubimy.

Ale to nie jest wszystko, co o niej chcę napisać. Mam wrażenie, że jest traktowana trochę po macoszemu. Jako książka z wesołą historyjką, która ma po prostu bawić. I naprawdę bawi. Chłopcy bardzo lubią jej słuchać (nawet starszy) i znają ją na pamięć. Opowieść jest spójna, a rymy płyną gładko (to oczywiście zasługa tłumaczenia Michała Rusinka), więc słucha się jej bardzo przyjemnie. Po co tam jeszcze czegoś szukam?

Szukam, bo lubię, gdy książki (szczególnie te, które wałkujemy na okrągło) służą nie tylko rozrywce, ale są też podstawą do zabaw lub rozmów. A ta właśnie taka jest. Czarownica frunie na swojej miotle i cały czas coś gubi. Na szczęście na swojej drodze spotyka uczynne zwierzęta, które znajdują jej rzeczy. Każde z nich prosi ją jednak o przysługę. Czarownica odwdzięcza się im uprzejmością i udziela pomocy, tyle, że to niestety ma swoje konsekwencje. Jak to w bajkach bywa, następuje nieoczekiwany zwrot akcji oraz, rzecz jasna, pojawia się Smok. Życie Czarownicy jest zagrożone, ale wtedy ktoś wyciąga do niej pomocną dłoń. Czy się uda? Czy Czarownica ujdzie z życiem? Czy Potwór chce ją uratować czy może przepędzić Smoka, a potem ją zjeść? Co się stanie z wszystkimi zwierzętami? Tego musicie się dowiedzieć sami.

Zwracam waszą uwagę na to, że w tej historii jest właśnie dużo o uprzejmości, o wzajemnie pomocy i o tym, że te dobre uczynki do nas wracają. Pięknie widać to, że bycie dla innych uczynnym powoduje, że inni chętniej pomogą nam kiedy będziemy potrzebowali wsparcia. Ponieważ nie zdradziłam całej historii, nie mogę się dokładnie odnieść do przedstawionych tam wydarzeń, ale mogę was zapewnić, że wcześniejsza uprzejmość Czarownicy zostaje nagrodzona.

Uważam, że to bardzo dobra opowieść inicjująca rozmowę o sensowności bycia miłym. Nie chcę, żeby wydźwięk tych słów był taki, że uprzejmość jest opłacalna. Chodzi mi raczej o to, żeby zaszczepiać w dzieciach myśl, że uprzejmość (poza tym, że jest kulturalna) może być „zaraźliwa”. Może się udzielać innym, może zmieniać ich nastawienie i inspirować do podobnych działań. To samo zresztą dzieje się w drugą stronę. Jeśli na swojej drodze spotykamy egoistów, nie zauważających naszych problemów, to też jesteśmy potem zniechęceni do wyciągania w ich kierunku pomocnej dłoni innym.

Nie ma się co oszukiwać – świata tym nie zmienimy. Ale możemy działać w&nbps;najbliższym otoczeniu. Dbać o to, żeby być miłym nie tylko dla mamy czy brata, ale też dla kolegi w klasie czy obcej dziewczynki dla placu zabaw. Czasem najprostszy gest może wywołać uśmiech na czyjejś twarzy. Możemy przecież uczyć dzieci, że kiedy kolega się przewróci, a oni są obok to mogą mu podać rękę i pomóc wstać zanim przybiegnie jego mama. Zapytać koleżankę, która jest smutna, czy nie potrzebuje porozmawiać? Tych sytuacji jest dużo każdego dnia, a wymagają od nas niewielkiego zaangażowania.

Absolutnie też nie namawiam do tego, żeby pomagać innym na siłę. Ani pomagać tym, którzy nieustannie są dla naszych dzieci niemili. Nie chcę, żebyście uczyli swoje dzieci tego, że jak ktoś ci robi na złość to ty masz potem nadstawić ten drugi policzek. Ale wkoło nas jest mnóstwo ludzi, którzy czasem potrzebują dobrego słowa, czasem przytrzymania im drzwi, gdy idą z ciężkimi siatkami, a czasem tylko podania chusteczki do nosa, gdy trzeba otrzeć łzy z policzków. Jeśli działacie tak w swoim otoczeniu (klasie, grupie przedszkolnej, placu zabaw, klatce schodowej, pracy) to swoim zachowaniem inspirujecie innych. Być może niektórzy są niereformowalni, ale to nie znaczy, że mamy rezygnować z wszystkich innych.

Jeśli jeszcze nie znacie Czarownicy, która ma dla wszystkich Miejsce na miotle, to szybko to nadróbcie. Będziecie się świetnie bawić, wspólnie recytować, śmiać, oglądać piękne i zabawne ilustracje, a jednocześnie będziecie mogli porozmawiać o&nbps;prostych, ale bardzo ważnych sprawach.

Julia Donaldson, „Miejsce na miotle”, ilustracje Axel Scheffler, Wydawnictwo Tekturka, Lublin 2020.

Dodaj komentarz