Zwyczajny tydzień z rodziną Jonssonów

Nikt nic więcej już nie mówi. Przez chwilę robi się cicho, a potem wszyscy odkrywają to samo: rodzice też są cicho. Ich wesołe śmiechy ucichły…

A gdyby tak choć raz odpuścić sobie bycie rodzicem? Przypomnieć sobie jak to było z drugiej strony, kiedy się było dzieckiem. Tylko kto, by nas wtedy ogarnął?

Martin Widmark przedstawia wam wyjątkową rodzinę. Tutaj wszystko jest na opak. W zasadzie nie tylko u nich, a w całym tym świecie. Mama i tata zachowują się jak dzieci, a syn i córka się z nimi opiekują. Poniedziałek to istny armagedon. Tata nie chce ubrać krawata, mama nie chce iść do pracy i symuluje chorobę, w kuchni awantura o miejsce przy stole, w autobusie alarm o nagłą potrzebę fizjologiczną i tak, aż do samego przedszkola… to znaczy, do pracy. Czy takie poranki wydają się wam znajome.

W pozostałe dni tygodnia wcale nie jest spokojniej. Tata chce koniecznie psa, mama uważa, że jej praca jest nudna, tata urządza zaciekłe wyścigi się kosiarką z tatą sąsiadów, pradziadek broni wszystkich przed nieistniejącym wrogiem, mama nie chce iść do dentysty, ale nie ma wyjścia, bo inaczej nie pójdzie na imprezę w pracy, a dzieci to wszystko ogarniają.

Dawno się tak nie śmialiśmy podczas czytania książki. Myślę tylko, że z trochę innych powodów. Dorośli zachowujący się jak dzieci, ich liczne wpadki, problemy, psikusy, jęki i marudzenia, wybiegi i zachcianki, to historie, które rozśmieszały synka do łez. Jestem przekonana, że tak samo zareagują wasze dzieci. Martin Widmark jak zwykle opisał wszystko barwnie i realistycznie, ale użył do tego prostego języka. Dlatego wyobrażenie sobie tego wszystkiego jest dla dzieci łatwe.


Dla dorosłego z kolei, ta książka to podsumowanie pierwszych lat rodzicielstwa. Po prostu jest to zbiór wszystkich bolączek, dziwactw, historii nieprawdopodobnych, a jednak prawdziwych, z którymi muszą się mierzyć rodzice. Ile razy słyszeliście od swoich dzieci, że chcą jakieś zwierzę i na pewno będą się nim opiekować? Ile razy byliście wzywani na dywanik do dyrektora, bo coś dziecko przeskrobało? A do tego mamy jeszcze rozbrajającą szczerość, którą dzieci chętnie dzielą się z obcymi, wydawanie kieszonkowego za jednym zamachem na totalnie bezużyteczne rzeczy, zawziętą rywalizację o wszystko, przepychanki słowne rodzeństwa, marudzenie o słodycze i jęczenie, gdy potrzebny jest wysiłek na treningu, ale nagły przypływ sił i energii, gdy można się pobawić.

Gdy się tak to wszystko zsumuje, to obraz rodzicielstwa jest trochę przerażający. Na szczęście, w całym tym szaleństwie, są też ciepłe akcenty, które równoważą całość i pokazują, że pomimo trudów, rodzicielstwo jest świetną przygodą. Odkryjecie je, gdy przeczytacie książkę.

Naprawdę zachęcam do poznania tej szalonej rodziny. Można potem porozmawiać z dzieckiem o tym, czy rozumie przewrotność tej historii. Czy niektóre z przygód rodziny Jonssonów nie wydają mu się znajome? Czy zachowanie rodziców nie przypomina mu pewnych sytuacji z jego życia. To świetny moment, żeby pokazać dziecku, że rodzice starają się ze wszyskich sił i naprawdę czasem (kogo ja oszukuje – naprawdę często) mają prawo być wykończeni.

Ale przede wszystkim jest to po prostu zabawna historia. Idealna do pierwszych samodzielnych prób czytelniczych. Jeśli czasem myślicie, że wasze życie to chaos, to poznajcie rodzinę Jonssonów – ona przypomni wam, że tak wygląda rodzicielstwo bez lukru i może doda wam otuchy.

Martin Widmak, Peter Lidbeck, „Zwyczajny tydzień z rodziną Jonssonów”, ilustracje Pelle Forshed, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2020.

Dodaj komentarz