I tak od słowa do słowa zaczęli się kłócić. A tymczasem światła migotały jak szalone.
Bardzo lubię literaturę fantasy. Być może dlatego, że pojawia się w niej magia, przypuszczenia, nierealne rozwiązania i wszystko jest akceptowalne. Podobnie jest w literaturze dziecięcej. Najdziwniejsze, najbardziej śmiałe lub nierzeczywiste przygody bohaterów są zawsze przyjmowane z radością. Oczywiście uosabianie zwierząt czy przedmiotów ma, w książkach dla dzieci, konkretne zadanie, ale to temat na inny wpis.
Dzisiaj o książce, w której autor ożywił tak prozaiczną rzecz jak sygnalizator świetlny i zachwycił tym moich synów oraz wszystkie inne dzieci, którym czytałam tę książkę.
Czerwony i Zielony to dwa ludziki zamieszkujące sygnalizator. Różnią się charakterami. Jeden jest zasadniczy, przestrzega reguł, jest odpowiedzialny. Drugi jest przekorny, ciekawy świata i znudzony swoimi codziennymi zadaniami. Każdego dnia Czerwony i Zielony kierują ruchem, ale też każdego dnia Zielony stara się namówić Czerwonego do odpuszczenia, delikatnego naruszenia zasad. Aż dochodzi do nimi do wielkiej kłótni, która kończy się katastrofą. Migające światła sygnalizatora dezorientują kierowcę, który wpada w słup i niszczy światła. Zielony wypada ze swojego miejsca i wyrusza w podróż. W tym czasie Czerwony stara się zapanować nad sytuacją, ale niestety bez Zielonego nie ma na to szans. Miasto ogarnia chaos i na drogach tworzą się kilometrowe korki. Gdy Zielony ulega wypadkowi, Czerwony biegnie mu na pomoc, a następnie razem naprawiają sytuację w mieście.
Nie spotkałam dziecka, które nie byłoby zainteresowane tą historią. Lubię obserwować jak zmieniają się ich sympatie i nastawienie do Czerwonego i Zielonego. Początkowo wszyscy złoszczą się na Czerwonego i zastanawiają dlaczego jest taki uparty i nie pozwoli Zielonemu się trochę pobawić. Potem kibicują Zielonemu, gdy przeżywa swoją przygodę. Ale, gdy dochodzi do sceny, w której widać jakie konsekwencje dla miasta miało zachowanie Zielonego, zaczynają rozumieć, że jego praca jest niezwykle ważna. Przez chwilę potępiają jego beztroskę i stają po stronie Czerwonego. Na koniec dochodzą do wniosku, że oba światła są tak samo potrzebne i ich praca bardzo odpowiedzialna.
Pozostaje pytanie czy obowiązki, które światła mają do wykonania przekreślają ich szansę na odpoczynek i luz? W książce nie poruszono tego wątku, podkreślone jest jedynie znaczenie sygnalizacji świetlnej. Ale jeśli zagłębimy się bardziej w potrzeby postaci, to pojawia się nam mnóstwo tematów do rozmów z dziećmi. O tym, że każdy ma swoje obowiązki i one często wpływają też na innych (np. na członków rodziny lub kolegów w klasie) dlatego wykonywanie ich jest niezbędne. Ale też o tym, że każdy musi mieć czas na odpoczynek, bo bez tego nie będzie miał szans prawidłowo wykonywać swojej pracy. Ze starszymi dziećmi rozmawiam także o tym, że różnimy się charakterami, upodobaniami, obowiązkowością i dlatego jednym realizowanie planu przychodzi łatwiej niż innym. Nie ma oczywiście oceniania, po prostu stwierdzenie, że niektórzy lubią obowiązki, inni za nimi nie przepadają, ale czują, że muszą się wywiązać ze swoich zobowiązań i stawiają je na pierwszym miejscu, a jeszcze inni potrzebują dodatkowej motywacji, żeby w ogóle je zrealizować. Na przykładzie Czerwonego i Zielonego łatwo pokazać, czym są różnice temperamentów i do czego może prowadzić nierozumienie i ignorowanie potrzeb drugiej osoby.
Jeśli kiedyś wpadnie wam w ręce ta książka, koniecznie do niej zaglądnijcie. Ta naprawdę ciekawa historia. Dodatkowo pobudza wyobraźnię i nie raz usłyszycie podczas spaceru: „Ciekawe czy ten Czerwony i Zielony się lubią?”.
Gabriel Gay, „Czerwony i Zielony”, Wydawnictwo Widnokrąg, Piaseczno 2014.












