Żegnaj Skarpetko!

O wiele trudniej jest zostawić Skarpetkę w lesie, niż to sobie wyobrażałem.

Myślałam, że w literaturze dziecięcej nie ma miejsca na wątpliwości, problemy z odczytaniem przesłania i kłótnie o interpretację. Bardzo się myliłam. Jest książka, której wspomnienie jest jak wsadzenie kija w mrowisko. Pomyślałam jednak, że napiszę jak ją odbieram i jak rozmawiam o niej z dziećmi. Bo przecież to nie lekcja polskiego i czyjaś interpretacja nie musi być wcale jedyną właściwą.

Żegnaj Skarpetko! to książka, która od wielu lat jest w naszej biblioteczce i niezmiennie utrzymuje wysokie miejsce na liście ulubionych. Kochał ją mój starszy synek, teraz zachwyca się nią młodszy. Sięgamy po nią często i naprawdę nigdy się nam nie nudzi.

Bohater książki ma królika. Swojego najlepszego przyjaciela, powiernika, towarzysza zabaw. Pewnego dnia postanawia się go jednak pozbyć. Dlaczego? „…królik nie może być dłużej moim najlepszym kolegą: nie jestem już małym dzieckiem.” Moim zdaniem to kluczowe słowa, ale o interpretacji napiszę pózniej. W każdym razie chłopiec zaprowadza królika do lasu, przywiązuje go do drzewa, żeby czasem za nim nie poszedł, i odchodzi. Nie mija jednak minuta, gdy dopadają go wyrzuty sumienia. Wraca, ale królika już nie ma. Rozpaczliwe poszukiwania kończą się w leśnej chatce, w której dziewczynka popija herbatkę w towarzystwie uratowanego właśnie królika. Chłopiec zdobywa nową koleżankę i wraca do domu ze swoim ukochanym przyjacielem.

Dla wielu osób ta książka dotyczy problemu porzucania zwierząt. I być może tak jest. To zresztą dobrze, żeby o tym pisano i żebyśmy z dziećmi na ten temat rozmawiali. Spotkałam się z opiniami, że rodzice nie chcą jej czytać, bo to okrutne, bo przecież dziecko pomyśli, że może zwierzątko zostawić jak już mu się znudzi, ale na pewno je znajdzie jak mu się odwidzi i że to zły wzór. I dlatego właśnie uważam, że pomimo pierwszego wrażenia, ta historia wcale o tym nie opowiada.

Dla mnie bohaterem książki jest chłopiec, który ma swoją ulubioną maskotkę – królika. Któregoś dnia uznaje, że jest już za duży na zabawy z maskotką i dlatego postanawia się jej pozbyć. Wędrujemy wraz z nim do lasu, słuchamy jego obaw, jego prób przekonania samego siebie i królika, że to właściwa decyzja, a na koniec obserwujemy jak trudne jest to rozstanie. Potem, gdy dręczony wyrzutami sumienia odkrywa, że królik zniknął, role na chwilę się odmieniają. To chłopiec czuje się porzucony i nie rozumie jak królik mógł go tak zostawić. Ostatecznie wszystko dobrze się kończy. Chłopiec zaprzyjaźnią się z dziewczynką i jej psem. A razem ze swoim królikiem wraca szczęśliwy do domu.

Możecie pomyśleć, że zwariowałam, ale naprawdę wolę tę interpretację niż zastanawianie się dlaczego w tych ciepłych ilustracjach nie razi kogoś, że chłopiec bawi się z tym biednym królikiem w Indian i Kowbojów i maltretuje to niewzruszone zwierzę. Do tego jeszcze uważa je za niemrawe i niezbyt bystre.

To oczywiście bardzo dosłowna interpretacja postaci. Jakąkolwiek wybierzemy (chłopca i zwierzaka czy chłopca i maskotkę) to zawsze pozostanie opowieścią o przyjaźni. O wzajemnym zaufaniu, poleganiu na sobie, popełnianiu błędów i wybaczaniu. O tym, że z wiekiem się zmieniamy i podejmujemy różne decyzje, ale prawdziwi przyjaciele są przy nas nawet wtedy, gdy nie chcemy ich do siebie dopuścić.

Jak zwykle zachwycają nas ilustracje Benjamina Chauda (w przypadku tej historii jest on także autorem tekstu). Jego charakterystyczna kreska urzeka nas za każdym razem. Na naszych półkach stoi wiele jego książek, także tych, w których jest tylko ilustratorem. O niektórych już nawet pisałam tutaj: https://kamyki.blog/2021/04/02/niedzwiadku-gdzie-jestes/ i tutaj: https://kamyki.blog/2021/02/03/czy-yeti-to-grozny-potwor/.

Bez względu na to jaką interpretację postaci przyjmiecie, zdecydujcie się sięgnąć po tę pozycję. Jestem pewna, że waszym dzieciom się spodoba, a w każdym wariancie będziecie mieli dużo tematów do rozmów.

Benjamin Chaud, „Żegnaj Skarpetko!”, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2015.

Dodaj komentarz