Robotnik wbija szpadel w pryzmę śniegu.
– Ja tu nie jestem od zauważania – mówi.
– Ale powiem panu, że na tym lodowisku od początku działy się dziwne rzeczy.
Zachęcenie dziecka do nauki samodzielnego czytania to dla niektórych rodziców ogromne wyzwanie. Oczywiście są dzieciaki, które się do tego garną i same szukają czegoś, z czym już sobie poradzą. Jednak tym rodzicom, którzy wciąż się głowią co zaproponować dziecku, żeby się wciągnęło w czytelniczą przygodę, przychodzę dzisiaj z pomocą.
Feralne Biuro Śledcze to seria książeczek detektywistycznych dla początkujących czytelników. Jej pierwszy tom, w którym poznajemy detektywa Czajkę i jego pomocników, to Śliska sprawa.
Pewnego dnia, w miasteczku Kłopotkowo, ktoś kradnie lodowisko. Ale jak? Lodowisko? Całe? No całe! W dodatku w sprawę zamieszany jest pingwin. Czy to na pewno kryminał, a nie jakieś fantasy? Tak, to wydaje się bardzo dziwne. Zagadka nie do rozwiązania. Nic do siebie nie pasuje, nic nie składa się w logiczną całość. Na szczęście w Kłopotkowie działa Feralne Biuro Śledcze, a w nim detektyw Czajka, który podejmie się najdziwniejszych zadań. Szczególnie, kiedy w grę wchodzi dobro całego miasteczka oraz osobisty problem jego pomocnika.
Szemrane typki, zaginiony pingwin, podejrzany biznesman i prywatne pingwinarium. Tyle dziwnych wątków w jednej sprawie. Czy Agent Czajka poradzi sobie z zagadką. Czy Inspektor Zamęt i Boksi Roksi będą przydatnymi pomocnikami? I jaką rolę, w całej sprawie, odegra Kot Biurowy? Tego wszystkiego dowiecie się, czytając historię. Przecież nie będę wam tego zdradzać!
A teraz o samej książce. Na razie znamy tylko pierwszy tom, ale już wiem, że na pewno przeczytamy wszystkie, bo synkowi bardzo się spodobała się opowieść i jej bohaterowie. W zasadzie łyknął ją w godzinkę, ale jest już 8-latkiem. Po książkę spokojnie mogą sięgnąć młodsze dzieci, które już trochę czytają i potrzebują czegoś na „rozczytanie”. A zawsze najlepiej się to robi, gdy akcja tak wciąga, że nie możesz się oderwać, mimo że napotykasz techniczne trudności.
Bardzo podoba mi się też wydanie jako całość. Niewielki rozmiar, lekka, świetna, żeby dorzucić do bagażu na podróż. Wspaniałe ilustracje. Chętnie zatrzymywałam się przy każdej, żeby oglądnąć jej szczegóły. Książka ma dużą czcionkę, która ułatwia czytanie.
Historia jest napisana lekko i zabawnie. Nie ma żadnych zbędnych opisów, przeciągającej się akcji. Cały czas konkret. Jeszcze niedawno wszystkie książki czytałam z synkiem. Teraz najcześciej on już czyta sam i jeśli ja chcę o nich tutaj napisać, muszę je przeczytać osobno. Feralne Biuro Śledcze czytałam z ogromną przyjemnością. Naprawdę, była to bardzo ciekawa lektura. Klimat jest nieco skandynawski. Jest zima, wszędzie szaro buro i ponuro i oczywiście zimno, a licho nie śpi. Kto lubi kryminały z dalekiej północy, ten wie o czym mówię.
Dodatkową atrakcją jest umieszczony na końcu szablon do napisania Raportu końcowego ze sprawy. To fantastyczny pomysł. Po pierwsze: pozwala wydłużyć przygodę z lekturą i bohaterami. Po drugie: uczy aktywnego czytania i pozwala sprawdzić czy dziecko czytało tekst ze zrozumieniem. Pamiętajmy, że samo czytanie to dopiero połowa sukcesu. Musimy sprawdzać czy dziecko wie, o czym właśnie przeczytało. To jest przecież kluczowa umiejetność w całym życiu.
I na koniec – ciekawostka. Autor pisze pod pseudonimem. W rzeczywistości to Rafał Witek. Dociekliwi znajdą tę informacje w stopce redakcyjnej. A pozostałych zachęcam do przeczytania stenogramu z przesłuchania Svena Jönssona: https://bajkizbajki.pl/wywiad-zart-z-rafalem-witkiem 😉
Zachęcam zatem wszystkich do poznania pracowników Feralnego Biura Śledczego. My na pewno niebawem sięgniemy, po kolejne części.
Sven Jönsson, „Feralne Biuro Śledcze: Śliska sprawa”, ilustracje Zosia Dzierżewska, Wydawnictwo Bajka, Warszawa 2019.







