Oj, chyba nie pomogło…
Króliczek ciągle płacze.
Jak go pocieszyć?
Może pogłaszczesz go po pleckach?
Jak zachęcić najmłodsze dzieci do czytania? Co zrobić, żeby choć na chwilę zatrzymały się przy książeczce, nie uciekały w połowie i wysłuchały opowieści, aż do końca? Trzeba zaprzyjaźnić się z króliczkiem!
To seria trzech książeczek skierowanych do najmłodszych czytelników. W każdej z nich króliczek ma inny problem i potrzebuje pomocy dziecka, żeby sobie z nim poradzić. Musimy mu pomóc w kąpieli, pocieszyć go, gdy się przewróci, no i położyć do spania.
Jest kilka różnych książeczek aktywizujących dla małych dzieci, ale te sprawdziły się u nas najlepiej. Dlaczego? Chyba dlatego, że wszystko jest w nich w idealnych proporcjach. Zacznijmy od ilustracji. Są oczywiście piękne, króliczka od razu chce się przytulić, ale dla mnie istotne było to, że nie są przeładowane szczegółami, ani kolorami. Nie powodują oczopląsu, nie męczą. Bardzo miło się je ogląda, a główny bohater oczywiście natychmiast wzbudza sympatię.
Tekst jest dobrze dostosowany do wieku. Słowa są proste, ale nie infantylne. I jego ilość też jest w sam raz. Wystarczająca by przekazać treść, nie przegadana, ale też nie są to pojedyncze hasła, charakterystyczne dla książeczek typu “moje pierwsze słowa”.
Czynności, które ma wykonać dziecko, są proste i możliwe do wykonania. Wiem, że brzmi to dziwnie, ale spotkałam się już z pozycjami, które wymagały skomplikowanych sekwencji ruchowych, dobrych dla 5-latków, a nie dla maluszków. Tutaj są bardzo dobrze dobrane.
I tyle. Po prostu świetnie zharmonizowana propozycja dla dzieciaków, które zaczynają swoją przygodę z czytaniem książek. Nie jest to zwykłe, tradycyjne czytanie dzieciom, bo naprawdę u 2-latków jest to często niemożliwe. To książeczki, które aktywizują, wciągają dziecko w akcję. Angażują w pomoc króliczkowi. Dziecko czuje się sprawcą, przeżywa przygodę, a jednocześnie wyrabia nawyk wytrwania przy książeczce do końca. Wysłuchania historii do ostatniej strony. To, wbrew pozorom, nie jest umiejętność, z którą dzieci się rodzą. To taka sama czynność jak każda inna, której musimy się nauczyć. Jeśli nie będziemy jej trenować to później trudniej będzie zachęcić starsze dziecko do czytania. A skoro mamy tak wspaniały wspomagacz to koniecznie musicie z niego skorzystać.

My już niestety z króliczka wyrośliśmy. Dlatego właśnie dzisiaj piszę o tej serii – dopóki leży na naszej półce. Niebawem przekażemy ją pewnie jakiemuś znajomemu maluszkowi. Młodszy syn kochał króliczka całym sercem. Ale teraz ma już 3,5 roku i przerzucił się na książeczki, które mają więcej tekstu. Wciąż jednak patrzy na nie z sentymentem. I oczywiście jak tylko je wyszperałam z zakamarków regału, to kolejny raz musieliśmy zaopiekować się starym przyjacielem. Być może było to już nasze pożegnanie. Wam jednak serdecznie polecam jako powitanie świata dziecięcych książeczek.
Jörg Mühle, “Do kąpieli, króliczku”; “Śpij, króliczku”; “Nie płacz, króliczku”, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2017–2018.








1 komentarz