Na rysunku jest ona.
Inka, narysowana przez Starszego Brata.
Ktoś, kogo on naprawdę lubi.
Rodzeństwo – temat rzeka. W tym przypadku młodsza siostra i starszy brat. Historia na pozór bardzo prosta. Ale w tej krótkiej opowieści udało się przekazać ogromnie dużo na temat relacji i emocji.
Inka i Starszy Brat rysują. On jak zwykle ma jakiś pomysł, a jej kompletnie nic nie przychodzi do głowy. I już na starcie w głowie dziewczynki zaczynają buzować emocje. „Dlaczego on ma pomysł? Dlaczego nie chce mi pokazać? Nigdy nie uda mi się go doścignąć – jest 3 lata starszy”. Trochę się uspakaja, krążąc po domu i szukając inspiracji. Ale podczas tej wędrówki, kolejny raz, czujemy, ile dla Inki znaczy brat. Wszystko, co ma, jest „Potrójnie ciekawe. Potrójnie fajne”. Nareszcie dziewczynka wpada na pomysł i bierze się do pracy. Jest zadowolona. Niestety wtedy wszystko zaczyna się sypać. Wielka krecha na kartce, kot zalewający wodą z wazonu jej rysunek, rozmiękły papier i w końcu dziura na środku kartki. Z każdym następnym niepowodzeniem frustracja narasta, by ostatecznie wybuchnąć falą złości. To erupcja małego wulkanu: krzyk, płacz, gniecenie i niszczenie własnej pracy, wreszcie obraza na wszystko, co się do tego przyczyniło (pisaki, kot i oczywiście brat).


Potem wszystko się zmienia, bo do akcji wkracza Starszy Brat. Do tej pory skryty, wiedzący lepiej, kontrolujący sytuację. W końcu obdarza Inkę uwagą, pomaga jej, pociesza, okazuje miłość i zaprasza do wspólnej zabawy. Wszystkie złości i trudne chwile odchodzą w zapomnienie. Pozostaje tylko szczęście i miłość.
Autorka wspaniale ukazała labilność emocjonalną dzieci. Przeprowadziła nas, krok po kroku, przez złożone emocje kilkulatka. Widać, jak wiele rzeczy składa się na każdy wybuch złości. Ile drobnych przeżyć i myśli wpływa na każdą reakcję dziecka.


Jednocześnie możemy obserwować relacje w rodzeństwie. Z jednej strony mamy młodszą siostrę, dla której brat jest niedoścignionym wzorem. Z drugiej – brata, który wydaje się oschły i dyrygujący, ale tak naprawdę kocha siostrę i potrafi to okazać, kiedy tylko czuje taką potrzebę. Kluczowe jest to, że każde z nich ma swoje uczucia, swoje przemyślenia i nie zawsze one się zgrywają. Wtedy dochodzi do tarć i nieporozumień. Ważne, że potrafią znaleźć i docenić momenty, w których są razem. Tak po prostu.
Jeszcze o ilustracjach. Widziałam różne opinie na ich temat. Opinie, które mi przypominają, że o gustach się nie dyskutuje. Dla mnie ilustracje były jednym z pierwszych powodów, dla których sięgnęłam po tę książkę. Emma Adbåge, ilustratorka, jest także autorką wspaniałego „Dołka” (o którym oczywiście kiedyś napiszę), więc zwyczajnie szukałam jeszcze czegoś, w czym „maczała palce”. Nie zawiodłam się. Jej charakterystyczny styl wydaje się może niedbały, czasem jakby to dziecko malowało (to częste opinie z internetów), ale przekazuje absolutnie wszystko to, co wyczytujemy w tekście. W jego pozornej prostocie tkwi największy urok. Ale to jest szwedzka ilustratorka, a ze skandynawskimi twórcami książek dla dzieci jest podobno tak, że albo się ich kocha, albo ich zupełnie nie rozumie. My kochamy. I dlatego uwielbiamy całe Wydawnictwo Zakamarki.

Polecam tę książkę… rodzicom, którzy mierzą się z wychowaniem rodzeństwa. Pomaga ona zrozumieć, dlaczego młodsze dzieci tak często się frustrują i tak szybko tracą nerwy, gdy czują się ignorowane przez starsze dzieci. Ale oczywiście polecam ją także dzieciom. Młodszym, by dać im nadzieję i przypomnieć, że nie warto się poddawać i trzeba wierzyć w siebie. Starszym, żeby łatwiej im było zrozumieć wybuchowe nastroje młodszego rodzeństwa.
Johanna Thydell, „Okropny rysunek”, ilustracje Emma Adbåge, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2018.