Świnka Malinka i słoń Leon

Masz taką moc, która zmusi czytelników do mówienia?

Napisać książkę dla młodszych dzieci to wcale nie taka prosta sprawa. No dobrze – może prosta. Ale napisać dobrą książkę dla dzieci to już na pewno nie. Dlatego zachwycają mnie takie pozycje, które w bardzo prostej formie potrafią nieść wiele treści. Nie potrzebują uderzać w nas całą paletą jaskrawych kolorów, ani zalać potokiem niepotrzebnych słów. I taka właśnie jest seria o Śwince Malince i słoniu Leonie Wydawnictwa Babaryba.

Niesamowite jest to, że kupiłam ją z myślą o moim młodszym, 3-letnim, synku, a tymczasem tak samo dobrze reaguje na nią starszy 8-latek. Nie wiem, czy byliby w stanie wybrać swoją ulubioną część. Każdą czytają z takim samym zainteresowaniem. Na pewno jednak najmocniej i najdłużej śmieją się, gdy czytamy „Mieszkamy w książce!”. To są takie momenty, gdy jeden wybucha śmiechem, drugi dołącza, pierwszy się wycisza, ale natychmiast wybucha kolejną salwą zarażony przez drugiego. I tak w kółko. Ostatecznie śmiejemy się wszyscy, a po chwili i tak już nikt nie wie dlaczego. Uważam, że tę książkę po prostu trzeba na swojej półce mieć. Jako apteczkę awaryjną na smutne chwile. 

Malinka i Leon są przyjaciółmi. Świnka jest dość niecierpliwa, a słoń dociekliwy. Ich przygody to proste scenki z życia, ale nie są zupełnie bez znaczenia. Bawią do łez, ale opowiadają też o przyjaźni. I to jest ich największa wartość. Szczególnie, że autorowi udało się o tym napisać lekko, zabawnie, życiowo, a nie słodko i cukierkowo.

I tak Leon poświęca się i próbuje wstrętnej brei tylko po to, żeby zrobić przyjemność Malince, która w tę potrawę wkłada wiele serca. Innym razem Leon pędzi właśnie do Malinki, żeby opowiedzieć jej o swojej przygodzie, bo właśnie z nią chce się podzielić swoimi przeżyciami. A kiedy ktoś nowy pojawia się w ich otoczeniu, oboje starają się, pomimo przeciwności losu, zaopiekować nim i obdarzyć swoją przyjaźnią. Oczywiście przy tych wszystkich przygodach mają wiele potknięć, problemów i wypadków, ale się nie zrażają i po prostu działają dalej. Razem. 

Tekstu jest tutaj niewiele. Chociaż powinnam raczej powiedzieć, że jest go dokładnie tyle, ile powinno. Ilustracje zaś mają trochę komiksowy charakter i, akurat dla nas, jest to wielkim atutem. Młodszy synek nie ma żadnych problemów z odczytaniem wszystkich emocji bohaterów. Chętnie je też naśladuje. Zresztą czytanie tych książek jest idealne do ćwiczenia swojej rodzicielsko-aktorskiej interpretacji. Podobnie zresztą starszy synek czyta je młodszemu. Książki te są także doskonałe do pierwszych prób czytelniczych. 

Mo Willems, który jest autorem tekstu i ilustracji, „zaczynał swoją karierę jako scenarzysta oraz animator Ulicy Sezamkowej”. Dla ludzi z mojego pokolenia, którzy wychowali się wraz z Ciasteczkowym Potworem, Oscarem, Wielkim Ptakiem czy Bartem i Erniem, jest to już chyba wystarczająca rekomendacja. Opowieści o relacjach, przyjaźni i pokonywaniu trudności opowiedziane z luzem, bez przepychu i z uśmiechem.

Mo Willem, „Mieszkamy w książce!”; „Złamałem trąbę!”; „Czy polubisz moją breję?”; „Mogę z Wami grać?”, Wydawnictwo Babaryba, Warszawa 2015-2017.

1 komentarz

Dodaj komentarz